Kontynuujemy naszą ekstraklasową wyliczankę, kontynuujemy też klasyfikowanie najlepszych skrzydłowych. Dzisiaj pora na tych, którzy częściej występowali na lewej stronie boiska. Co ciekawe, tutaj znajdziemy największą liczbę zawodników, do których było w tym roku więcej zastrzeżeń niż pochwał.
Jak już pisaliśmy w poprzednim zestawieniu, pozycja skrzydłowego jest obecnie tak płynna, że powoli zaciera się klasyczny podział na prawo- i lewoskrzydłowych. Podobnie jak wczoraj, dziś również wypada wyróżnić piłkarzy, którzy swoją grą zasłużyli na dobre słowo, a zabrakło dla nich miejsca w czołowej piątce. Mowa o Łukaszu Janoszce z Zagłębia Lubin, który w dobrym stylu wrócił na ligowe salony (trzy bramki i dwie asysty), Grzegorzu Piesio, który skandalicznie długo czekał na szansę w ekstraklasie, a po letnim transferze do Górnika Łęczna stał się jednym z najefektywniejszych zawodników na swojej pozycji (pięć bramek, dwie asysty), oraz Gerardzie Badii, którego przekleństwo polega na tym, że… Piast gra bez skrzydłowych. W każdym innym klubie Hiszpan miałby ze swoimi umiejętnościami miejsce w pierwszej jedenastce. Nie przedłużając, najlepsza piątka lewoskrzydłowych ekstraklasy Anno Domini 2015 to:
5) Maciej Makuszewski (Polska, Lechia Gdańsk, 26 lat)

Na piątym miejscu ląduje zawodnik, który ubiegły rok nie może zaliczyć do specjalnie udanych. Sześć bramek i pięć asyst w wiecznie zawodzącej Lechii Gdańsk to nie jest wynik, który może cieszyć urodzonego w Grajewie piłkarza. Generalnie można stwierdzić z pełnym przekonaniem, że kariera Makuszewskiego nie rozwinęła się tak, jak powinna. Imponujący już od pierwszych meczów ekstraklasy w barwach Jagiellonii gracz słynął z dynamiki, techniki i tendencji do zdobywania pięknych bramek. Ta ostatnia została mu do dziś, niemniej niegdyś wydawało się, że mówimy o zawodniku z potencjałem reprezentacyjnym. Skończyło się na wyższej półce naszej ligi, ale zarówno Lechia, jak i sam Makuszewski z pewnością liczyli i dalej liczą na coś więcej, lecz na eksplozję formy chyba jednak się nie zanosi.
4) Wilde-Donald Guerrier (Haiti, Wisła Kraków, 26 lat)
Czwarte miejsce dla człowieka budzącego skrajne emocje. Zarówno uśmiech sympatii, jak i uśmiech politowania. Łapanie się za głowę po niespotykanych zbyt często akcjach i taki sam gest przy niedowierzaniu, jak można zmarnować tak doskonałą sytuację. Przychodził do klubu jako nominalny lewy obrońca, ale wystawianie go na tej pozycji w europejskich warunkach zakrawa na samobójstwo. Mówimy bowiem o zawodniku na wskroś ofensywnym, którego umiejętności defensywne kończą się co najwyżej na faulowaniu swoich rywali. W ataku daje radość i nutkę nieprzewidywalności, co zakończyło się w minionym już roku znakomitą statystyką bramek (strzelił ich w lidze aż dziesięć), nie przekłada się jednak zbytnio na asysty, których zanotował zaledwie trzy. Problemem w jego przypadku są też częste wyjazdy na kadrę Haiti, po których zwykle wraca przemęczony lub kontuzjowany. Zbliżające się pół roku może być ostatnią rundą w Polsce – sam piłkarz marzy o lepszej lidze, a i Wisły może nie być stać na dalsze jego usługi. Wypada pożegnać się z przytupem.










