Ekstraklaso, Widzew Łódź jeszcze żyje


Widzew Łódź pokonuje Motor Lublin i daje znać, że jeszcze żyje.

26 kwietnia 2026 Ekstraklaso, Widzew Łódź jeszcze żyje
Z.Harazim

W niedzielę konieczne było zwycięstwo, zaś remis ewentualnym minimum (i to takim prawdziwym minimum). I chyba właśnie ta świadomość niebezpieczeństwa w jakim znalazła się drużyna zmotywowała ich do lepszej gry. Widzew Łódź zasłużenie pokonuje Motor Lublin, dzięki czemu możemy stwierdzić, że łódzki pacjent ma ochotę jeszcze żyć i utrzymać się w PKO BP Ekstraklasie.


Udostępnij na Udostępnij na

Atmosfera wokół RTS-u daleka jest od dobrej. Pomimo milionów wydanych na transfery, klub na ten moment jest jednym z głównych faworytów do spadku (Termalica, mimo zwycięstwa z Zagłębiem Lubin, nadal zdaje się pewniakiem). Może i w Łodzi nikt nie oczekiwał Mistrza Polski, ale bynajmniej też nikt nie spodziewał się że wszystko będzie wyglądać tak źle. Po niedzielnej wygranej z Motorem sytuacja ligowa nieco się poprawi, bo klub doskoczył do bezpiecznej strefy na dwa punkty.

Pierwsza połowa symbolem rozżalenia kibiców

Frustracja była słyszalna oraz widzialna od początku. Jeszcze zanim rozpoczęło się spotkanie, usłyszeliśmy dwie nieprzychylne przyśpiewki, które są wyrazem wściekłości oraz stanowią formę żądania natychmiastowej poprawy gry. Wywieszono parę banerów, które również stanowiły dowód na to, że miło to już było. Ale najbardziej widać to było w dopingu gospodarzy, a właściwie jego braku.

Bywaliśmy na tym stadionie i zawsze podobała nam się atmosfera. Gorąca, żywiołowa, fani do ostatniej sekundy wspierający swój ukochany zespół. Z Motorem? Cisza, przerywana gwizdami, albo głośnym westchnięciem po zmarnowanej akcji bądź złym podaniu. I na cmentarzu bywa weselej. Polepszyło się dopiero po wyniku 2:0, ale to były raczej niemrawe podrygi.

Widzew Łódź zmotywowany od początku

A uczciwie trzeba przyznać, że wejście w mecz Widzewiaków było w porządku. Świadomość możliwego spadku mocniej niż dotąd uderzyła gospodarzy, bo od początku starali się atakować bramkę gości. Spróbował szczęścia Fornalczyk po zejściu z piłką do środka. Potem było dośrodkowanie z prawej flanki. Właśnie kończył się pierwszy kwadrans, gdy ujrzeliśmy pierwszego gola. Dobrze bity rzut rożny, główka Leragera, potem inteligentna główka od Wiśniewskiego, który doskonale zgrał piłkę głową na szósty metr, tam zaś Carlos Isaac Munoz pewnie pokonał Gaspera Tratnika.

Jednak taki obrazek już widzieliśmy: Widzew prowadzi, by potem siąść na laurach i biernie czekać na rywala. Czasem kończyło się to wypuszczonymi punktami, jak choćby z Radomiakiem. W tej kolejce, mocno pracowali podopieczni Vukovicia, by ten scenariusz się nie ziścił. Swoją szansę miał jeszcze Przemek Wiśniewski, ale jego strzał głową poleciał ponad bramką. Tuż przed 40 minutą kolejny raz sunęła akcja lewą stroną Widzewa, a przeciągnięte dośrodkowanie strzałem zwieńczył strzelec gola na 1:0. Tym razem dużo mu brakowało.

Motor nie zapalił w tym meczu

Dlaczego było tak dobrze? Ponieważ oprócz dużo lepszej gry Widzewa, Motor w Łodzi nie zapalił. Po raz pierwszy przetestowali bezrobotnego dotąd Drągowskiego dopiero w 41. minucie. Ładna wymiana podań z Ndiaye, a po chwili Senegalczyk dośrodkował na głowę Karola Czubaka. Najskuteczniejszy Polak w tym sezonie jednak praktycznie podał piłkę do koszyczka łódzkiego golkipera.

W 87. minucie byli chyba najbliżej zdobycia gola. Motor wykorzystał więcej przestrzeni na prawej stronie. Zawodnik gości zgrał do stojącego na 8-9 metrze Kacpra Karaska, ale jego strzał został zablokowany przez pewnego dzisiaj w interwencjach Wiśniewskiego, zaś licha dobitka spokojnie złapana przez Bartka Drągowskiego. Poza tym, słabiutko.

O puchary już nie powalczą, to pewne. No ale pół tabeli drży o utrzymanie, a po tym spotkaniu będą do 16. zespołu tracić tylko trzy punkty. Dlatego biorąc pod uwagę powyższe, jesteśmy mocno rozczarowani postawą gości. Trener Mateusz Stolarski po meczu też był mocno rozgoryczony postawą zespołu i jasno przyznawał, że oczekuje od siebie i zespołu znacznie więcej.

Czasem brakowało Widzewiakom dokładności, ale nie charakteru

A na 1:0 się nie skończyło. Ładna akcja prawą stroną, świetna piłka Alvareza za linię obrony do Bergiera, ten zgrał do Leragera i mieliśmy już 2:0. Potem jeszcze parę razy Widzew postraszył Motorowców. W 63. minucie Emil Kornvig popisał się ładnym mierzonym uderzeniem, ale na posterunku był Gasper Tratnik. 10 minut później sporo miejsca w środku pola, piłkę podciągnął Bergier, który huknął jak z armaty, ale ponownie dobrą paradą popisał się golkiper z Lublina.

Czego brakowało gospodarzom? Chyba najbardziej dokładności. Widzew mógł kilka razy wypuścić kontrę, jakąś ciekawszą akcję. Jednak za każdym razem brakowało dokładnego podania. Jednak absolutnie nie można odmówić im było zaangażowania. Nie było, tak jak w meczu z Radomiakiem, cofnięcia się na własną połowę. Nie, dziś widzieli że rywal jest w słabej dyspozycji i to wykorzystali. Nagrodą zaś była wygrana, i to w pełni zasłużona.

Widzew Łódź jeszcze żyje i dał swoim fanom nadzieję

Te trzy punkty zdobyte w niedzielę mogą jeszcze nie pozwolić zespołowi jeszcze wyjść ze strefy spadkowej (poniedziałkowy mecz Piasta Gliwice z Arką Gdynia, przy wygranej Piasta, może ponownie spuścić ich pod kreskę). Dał jednak fanom, a przede wszystkim samej drużynie, spory zastrzyk nadziei. Bo choć całościowo sezon będzie katastrofą, to jednak może nie taką na miarę Titanica. Pozostały cztery kolejki, a patrząc na nieprzewidywalność wyników w tym sezonie, Widzew Łódź ma prawo myśleć o utrzymaniu.

Przeczytaj jeszcze:

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze