Kibice Chelsea i obserwatorzy angielskiej ekstraklasy z wątpliwej formy Senegalczyka zdawali sobie sprawę od dłuższego czasu. Ci, którzy codziennie nie śledzą Premier League, o dyspozycji gracza mogli się przekonać podczas mistrzostw świata – piłkarz zdążył już zawalić swojej reprezentacji mecz z Holandią. Edouard Mendy zawinił w beznadziejny sposób przy obu golach dla „Oranje”. Jakim cudem bramkarz, który jeszcze nie tak dawno zdobył tytuł od FIFA dla najlepszego bramkarza roku, teraz gra tak źle?
Świetne debiutanckie rozgrywki
Gdy Edouard Mendy trafiał do Chelsea w 2020 roku za 24 miliony euro, część kibiców nawet nie zdawała sobie wcześniej sprawy z tego, kim jest. Senegalczyk miał za sobą dobry sezon w Stade Rennais, a talent w nim dostrzegł Petr Cech. Piłkarza sprowadzono więc na Stamford Bridge. Frank Lampard z miejsca postawił na niego w wyjściowym składzie, ponieważ Kepa nie dawał odpowiedniej jakości. Senegalczyk praktycznie od razu odwdzięczył się za zaufanie.
I w tym momencie niektóre statystyki naprawdę zakłamują rzeczywistość. Bo pierwszy sezon Mendy’ego w Chelsea to tylko 72,6% interwencji, kolejny 75,5% – nie jest więc o wiele lepiej niż teraz. W obecnych rozgrywkach Senegalczyk zalicza 67,6% skutecznych interwencji, co jest słabym wynikiem. Mendy jednak w swoich dwóch pierwszych sezonach nie popełniał takich błędów. Bronił spektakularne uderzenia, ratował londyńczykom mecze, a przyczepić można się było tylko do gry nogami.
W Lidze Mistrzów wszedł na wyżyny swoich umiejętności i był jednym z najważniejszych elementów układanki Tuchela w kontekście zwycięstwa w tych rozgrywkach, ale też i całego sezonu. W rozgrywkach 2020/2021 oraz 2021/2022 ratował Chelsea w wielu spotkaniach m.in. w meczu z Brentfordem po strzale przewrotką w końcówce. Mendy’emu z łatwością przychodziła obrona uderzeń, przy których niektórzy bramkarze odprowadzaliby tylko piłkę wzrokiem. Senegalczyk zdobył wreszcie, w naszej opinii jak najbardziej zasłużenie, nagrodę dla najlepszego bramkarza FIFA za rok 2021.
No i klops…
Bo tak właściwie można określić cały ten sezon. Jeśli Mendy nie był już tym samym bramkarzem pod koniec minionych rozgrywek, to teraz spektakularnie wypadł ze światowego topu. Lista tego, co zdążył już w tej kampanii zepsuć, byłaby dłuższa niż ta z poprzednich paru lat. To jest nie do pomyślenia.
Mendy rozpoczął sezon jako pierwszy golkiper „The Blues”. Thomas Tuchel stawiał na niego konsekwentnie, pomimo takich występów, jak chociażby ten z Leeds United. Jednak gdy właściciele zastąpili Niemca Grahamem Potterem, senegalski bramkarz bardzo szybko wylądował na ławce, a w jego miejsce wskoczył Kepa. Hiszpan zresztą pokazał, że zasługuje na miejsce między słupkami dużo bardziej niż jego kolega. Ponadto Potterowi bardziej odpowiada bramkarz pewnie operujący piłką przy nodze, a nie taki, u którego futbolówka może wywoływać wśród kibiców palpitacje serca.











