Dzieje się źle. Dokąd zmierza Radomiak Radom?


Pasmo wizerunkowych i boiskowych wtop. Radomianie nie mają dobrego czasu

30 września 2022 Dzieje się źle. Dokąd zmierza Radomiak Radom?
Łukasz Sobala / PressFocus

Radomiak Radom przegrał z Cracovią przed własną publicznością 0:2 i co więcej, uczynił to w bardzo słabym stylu. To piąta porażka "Warchołów" w tym sezonie PKO Ekstraklasy i wydaje się, że karta znowu się odwróciła, a zespół "Zielonych" szybciej będzie drżał o utrzymanie, aniżeli walczył o coś więcej w czołówce, jak to miało miejsce do pewnego momentu ubiegłej kampanii.


Udostępnij na Udostępnij na

Na radomianach wciąż ciążą dwa rodzaje presji: jedna związana z potrzebą rozwoju i ustabilizowania swojej pozycji w elicie, a druga dotycząca wybronienia się z decyzji o całkowitej zmianie koncepcji mimo nadspodziewanie dobrego okresu.

Planem… brak planu

Mowa oczywiście o odstrzeleniu trenera Dariusza Banasika i zastąpieniu go Mariuszem Lewandowskim, czyli w opinii niemal całego środowiska piłkarskiego: po prostu wymiana lepszego szkoleniowca na gorszego. Kariera byłego reprezentanta Polski na ekstraklasowej ławce na razie nie układa się najlepiej i niestety potwierdza to dotychczasowy pobyt w klubie ze stadionu przy ulicy Narutowicza. O ile dramatyczne początki, spuentowane m.in. domową porażką z Zagłębiem 0:6 wiosną tego roku, można było wybronić krótkim czasem, o tyle po okresie przygotowawczym diametralnie się to nie zmieniło.

Zarzuty do słynnego „Cyca” można mieć już przy kwestiach personalnych. W znaczny sposób z każdym meczem rotuje on wyjściowym składem i trudno się dziwić, że zespół kompletnie nie może złapać stabilizacji. Razem z kombinowaniem nad jedenastką zupełnie zmienia się boiskowy zamysł ekipy Radomiaka. Na przykład o plac na prawym skrzydle walczą Leandro z Danielem Pikiem. Pomijając to, że obaj znajdują się aktualnie pod formą, to są zwyczajnie zawodnikami o odmiennej charakterystyce i stylu. Zaczynając od innej wiodącej nogi, kończąc na zespołowości i rzetelności w zadaniach obronnych. I tak w każdym miejscu panuje wielki chaos i zdezorientowanie.

Zatracona błyskotliwość

Totalnym pudłem transferowym na razie jest nie tylko były zawodnik Cracovii, który nie notuje liczb, ale także Lisandro Semedo, mający być potencjalną gwiazdą rozgrywek, jednocześnie naciskającym Luisa Machado, by trzymał on wysoką dyspozycję. Jednak w ofensywie nic nie funkcjonuje prawidłowo. Całość ciągnie Tiago Alves z od czasu do czasu podłączającym się Filipe Nascimento, a krótkie momenty miewa Maurides. Ze strony brazylijskiego napastnika to nie jest jednak to samo co za czasów Karola Angielskiego. Gra jakoś wygląda na połowie rywala, ale w obrębie pola karnego brakuje takiej jakości jak kiedyś.

Powoduje to nie tylko małą swobodę radomskich ofensorów i bezzębność w kreacji, ale też znikome stwarzanie miejsca na flankach dla bocznych obrońców, z których to rajdów zawsze słynął zespół ubiegłorocznego beniaminka. Cechą charakterystyczną Radomiaka było również to, że z futbolówką przy nodze czuł się niczym ryba w wodzie, a piłkarze trenera Lewandowskiego obecnie myślą tylko o tym, jak spróbować zagrozić rywalom (często nieudolnie) prostymi środkami… Nieprzypadkowo po 11 meczach dorobek strzelonych goli wynosi zaledwie 11 (średnia jeden gol na mecz), a „Warchoły” to jedyna drużyna, która nie zdobyła bramki zza pola karnego.

Narobili złudnej nadziei

Pierwsze trzy kolejki wydawały się najsłabsze w wykonaniu radomskiej ekipy. Ledwo wyciągnięty remis z Miedzią Legnica na inaugurację oraz podział punktów w przeciętnym stylu w Mielcu z miejscową Stalą – i to dwa razy po trafieniach Dawida Abramowicza. Następnie Radomiak doświadczył u siebie ostrego nokautu 0:3 od Górnika Zabrze. Spodziewano się, że nie uda się odpędzić czarnych chmur znad Radomia. Dopiero kolejne trzy starcia to trzy zwycięstwa, komplet punktów i pozornie powrót na dobre tory. Ale trudno było być zadowolonym z prezentowanego stylu. Szczęśliwa wygrana na Jagiellonii po dwóch czerwonych kartkach dla zawodników gospodarzy i dodatkowo golu na wagę trzech punktów w ostatniej akcji.

Dodatkowo wyrównany mecz w Lubinie z Zagłębiem i znowu wydarcie kompletu oczek po jednej główce ze stałego fragmentu gry. Jedynym momentem demonstracji siły Radomiaka Radom było rozgromienie Lechii Gdańsk przed własną publicznością 4:1, lecz jednak – nie oszukujmy się – z zespołem do niedawna prowadzonym przez Tomasza Kaczmarka wygrywali wszyscy, za wyjątkiem Widzewa Łódź. Po tamtych meczach Radomiak przez chwilę mógł się nawet cieszyć z fotela wicelidera PKO Ekstraklasy. Ale od tamtych zwycięstw bilans radomian to jedna wygrana i cztery porażki, i to porażki nie tylko z „górą”, ale i jednym z najgorszych piłkarsko zespołów w rozgrywkach, Koroną Kielce. Na dzisiaj Radomiak przegrał też aż trzy spotkania domowe.

Absurd goni absurd

Wielki chaos ma miejsce i na boisku, i w polityce. I tutaj ponownie musimy wrócić do zamieszania wewnątrz kadry, które nieustannie wywoływane jest na własne życzenie. Bo można nazwać ewenementem fakt, że w trakcie niespełna 1/3 sezonu w rozgrywkach ekstraklasy zagrało już trzech różnych bramkarzy. I zresztą to nie musiałby być koniec, bo przed sezonem powszechnie było wiadomo, że Radomiak dysponuje nawet sześcioma golkiperami do gry. Natomiast najlepszego z nich – Filipa Majchrowicza – wysłano na absurdalne wypożyczenie na Cypr i pozostawiono kilku młodych (mimo wszystko nadal średniej jakości na warunki ekstraklasy) bramkarzy zamiast jednego czołowego na tle ligi.

Majchrowicz wystąpił w tym sezonie jeszcze w dwóch meczach po śmiesznym tłumaczeniu trenera że tylko po to, aby się pokazać potencjalnym nabywcom. Ale to niejedyne, co zostało zburzone w ostatnim czasie. Bo trudne do zrozumienia dla niektórych stało się odsunięcie od wyjściowego składu Mateusza Cichockiego i tym samym zburzenie duetu stoperów, w którym występował z Raphaelem Rossim. Zamiast niego do ligi wszedł Pedro Justiniano. Nie było to nawet słabe wejście, ale jednym występem z Cracovią Portugalczyk mógł zebrać tyle negatywnych opinii co polski środkowy obrońca przez cały ubiegły sezon. I widać, że mniej sprawdza się jako partner szefa szyków defensywnych, wspomnianego Brazylijczyka z włoskimi korzeniami.

Kiedy znajdziemy się na zakręcie…

Wielu postronnych obserwatorów źle wróżyło na ten sezon Radomiakowi Radom i chociaż dotąd w praktyce „Warchoły” nie znajdują się w bardzo słabym położeniu, to trudno przewidywać rewelacyjne rezultaty słabemu kadrowo, słabemu stylowo i, dość brutalnie, słabemu mentalnie zespołowi. Szkoda, że tak dobrze zapowiadający się projekt zboczył z kursu, ale wciąż nie jest za późno, aby spróbować wrócić do tego, co było, wyciągnąć wnioski i tym razem spróbować podążać drogą stabilizacji. A widać, że i kibice powoli zaczynają już mieć dosyć tej nieporadności i tego mieszania wszystkim.

 

I jak określić cel ekipy, która podniosła się z dna i znów zaczyna się staczać? Oczywiście trzymać się motta: chcemy być w środku. Ale tabela wciąż jest bardzo płaska… i zapowiada się duże grono walczących o byt. Trudno wyobrazić sobie, kto może się pożegnać z ekstraklasą. Kto nie otrząśnie się ze swoich problemów, może się obudzić szczebel niżej.

Komentarze
Irek (gość) - 1 miesiąc temu

Ten wspaniały trener już jedną drużynę posłał niżej. Zastanawiam się tylko co prezes Radomiaka chce osiągnąć. Mogli mieć komplety na trybunach w Radomiu brakowało piłki dobrej.Teraz to narazie szkoda kasy na ukończenie super stadionu chyba najdroższej w całej Polsce. Tak na koniec to z przykrością trzeba powiedzieć że radomiak jest słaby a trener jeszcze słabszy.

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze