Radomiak Radom przegrał z Cracovią przed własną publicznością 0:2 i co więcej, uczynił to w bardzo słabym stylu. To piąta porażka „Warchołów” w tym sezonie PKO Ekstraklasy i wydaje się, że karta znowu się odwróciła, a zespół „Zielonych” szybciej będzie drżał o utrzymanie, aniżeli walczył o coś więcej w czołówce, jak to miało miejsce do pewnego momentu ubiegłej kampanii.
Na radomianach wciąż ciążą dwa rodzaje presji: jedna związana z potrzebą rozwoju i ustabilizowania swojej pozycji w elicie, a druga dotycząca wybronienia się z decyzji o całkowitej zmianie koncepcji mimo nadspodziewanie dobrego okresu.
Planem… brak planu
Mowa oczywiście o odstrzeleniu trenera Dariusza Banasika i zastąpieniu go Mariuszem Lewandowskim, czyli w opinii niemal całego środowiska piłkarskiego: po prostu wymiana lepszego szkoleniowca na gorszego. Kariera byłego reprezentanta Polski na ekstraklasowej ławce na razie nie układa się najlepiej i niestety potwierdza to dotychczasowy pobyt w klubie ze stadionu przy ulicy Narutowicza. O ile dramatyczne początki, spuentowane m.in. domową porażką z Zagłębiem 0:6 wiosną tego roku, można było wybronić krótkim czasem, o tyle po okresie przygotowawczym diametralnie się to nie zmieniło.
Zarzuty do słynnego „Cyca” można mieć już przy kwestiach personalnych. W znaczny sposób z każdym meczem rotuje on wyjściowym składem i trudno się dziwić, że zespół kompletnie nie może złapać stabilizacji. Razem z kombinowaniem nad jedenastką zupełnie zmienia się boiskowy zamysł ekipy Radomiaka. Na przykład o plac na prawym skrzydle walczą Leandro z Danielem Pikiem. Pomijając to, że obaj znajdują się aktualnie pod formą, to są zwyczajnie zawodnikami o odmiennej charakterystyce i stylu. Zaczynając od innej wiodącej nogi, kończąc na zespołowości i rzetelności w zadaniach obronnych. I tak w każdym miejscu panuje wielki chaos i zdezorientowanie.
Zatracona błyskotliwość
Totalnym pudłem transferowym na razie jest nie tylko były zawodnik Cracovii, który nie notuje liczb, ale także Lisandro Semedo, mający być potencjalną gwiazdą rozgrywek, jednocześnie naciskającym Luisa Machado, by trzymał on wysoką dyspozycję. Jednak w ofensywie nic nie funkcjonuje prawidłowo. Całość ciągnie Tiago Alves z od czasu do czasu podłączającym się Filipe Nascimento, a krótkie momenty miewa Maurides. Ze strony brazylijskiego napastnika to nie jest jednak to samo co za czasów Karola Angielskiego. Gra jakoś wygląda na połowie rywala, ale w obrębie pola karnego brakuje takiej jakości jak kiedyś.











