Emocje związane z wykluczeniem stołecznego zespołu powoli opadają. Dlatego też warto przedstawić przepisy Regulaminu Dyscyplinarnego UEFA, które stanowiły podstawę orzeczonej kary. Czy Legia miała szansę na łagodniejszy wyrok?
Na początku przypomnijmy, od czego wszystko się zaczęło. W ostatnim meczu fazy grupowej Ligi Europy, Legii Warszawa z Apollonem Limassol, Bartosz Bereszyński zaatakował zawodnika cypryjskiego klubu po tym, jak ten brutalnie sfaulował Jakuba Rzeźniczaka. Za powyższy wybryk legionista otrzymał czerwoną kartę. Na tym konsekwencje się jednak nie skończyły i Bereszyński otrzymał ostatecznie zawieszenie na trzy spotkania rozgrywane w ramach europejskich pucharów. W związku z tym, że Legia na fazie grupowej zakończyła swój udział w Lidze Europy, kara automatycznie przeszła na następny sezon. Stołeczny klub jako mistrz Polski przygodę w europejskich pucharach rozpoczął od eliminacji do Ligi Mistrzów i właśnie na etapie tych rozgrywek piłkarz mógł odbyć orzeczoną karę. Legionista, aby ponownie zyskać prawo gry w Europie, musiał zostać zgłoszony do meczu, nie mając jednak prawa pojawienia się na boisku. Sens tej kary jest oczywisty – rotacja składem jest ograniczona ze względu na to, iż piłkarz, choć zgłoszony, nie jest uprawniony do gry. W związku z tym, że Bereszyński nie został umieszczony na liście zawodników zgłoszonych do II rundy eliminacji LM, jego kara zaczęła biec dopiero od pierwszego meczu z Celtikiem. Wchodząc z ławki rezerwowych w 87. minucie drugiego spotkania III rundy eliminacyjnej, złamał więc artykuł 21 Regulaminu Dyscyplinarnego UEFA. Warto na marginesie zaznaczyć, iż Liga Mistrzów nie posiada odrębnego aktu prawnego regulującego odpowiedzialność dyscyplinarną, dlatego też stosuje się przepisy zawarte w powyższym dokumencie. A są one dla Legii bezwzględne.
Zgodnie z art. 21 ust. 2 Regulaminu mecz kończy się walkowerem, jeżeli wystąpił w nim zawodnik, który na podstawie decyzji dyscyplinarnej został zawieszony w prawie do gry. Przepis nie przewiduje dla organu orzekającego żadnej swobody. Mniej restrykcyjny zapis zawiera ust. 3 przytoczonego przepisu, jednakże nie ma on zastosowania do sytuacji, w której znalazła się Legia. Stanowi on, że mecz, w którym wystąpił zawodnik nieuprawniony do gry (innymi słowy, niezgłoszony do rozgrywek), może zakończyć się walkowerem tylko gdy drużyna przeciwna wniesie odpowiedni protest. Ten przepis pozwala na większą uznaniowość w kwestii orzekania. Pod uwagę zostałyby wzięte takie okoliczności, jak: moment, w którym zawodnik pojawił się na boisku, jego wpływ na końcowy wynik, duch rywalizacji sportowej itp. Po pierwsze, do III rundy eliminacji LM Bereszyński uprawniony był. Nawet gdyby tego nie zrobiono i zawodnik pojawiłby się na boisku, wymierzając karę organ musiałby zastosować kwalifikowany rodzaj kary przewidziany w ust. 2.
Zawodnik został zawieszony, kary w pełni nie odbył, więc walkower był obligatoryjny.
Czym on w istocie jest? Zgodnie z Regulaminem Dyscyplinarnym UEFA walkower oznacza przegraną drużyny ukaranej w stosunku bramkowym 0:3, chyba że wynik osiągnięty na boisku jest mniej korzystny. Oznacza to, że walkower nie może zostać wykorzystany jako środek zmniejszający wymiar bądź dotkliwość (w przypadku brania pod uwagę bilansu bramkowego) porażki. Równocześnie nie można też obejść prawa w ten sposób, że po zwycięstwie w pierwszym meczu 4:0 drużyna nie występuje w spotkaniu rewanżowym, uznając, że ryzyko utraty 5 bramek jest duże, a walkower to generalnie 0:3. Otóż w takiej sytuacji regulamin przewiduje nie tylko obligatoryjny walkower, ale również może orzec dyskwalifikację z rozgrywek.










