Arka Gdynia podejmowała w niedzielę drużynę Odry Opole. Podopieczni trenera Łobodzińskiego określani byli mianem klarownego faworyta spotkania, jednakże przyjezdni sprawili „Żółto-niebieskim” niemałe problemy. Mecz finalnie zakończył się wynikiem 2:2, a Arka traci do liderującej Lechii już dwa punkty.
W rundę wiosenną weszli razem z drzwiami
Arka Gdynia weszła w rundę wiosenną zgodnie z planem. Już inaugurujące nowy rok spotkanie przeciwko Polonii Warszawa (3:0) zasygnalizowało wysokie ambicje ekipy z Gdyni. I gdyby stwierdzić, że wiosną podopieczni trenera Łobodzińskiego mają za zadanie zaledwie dopisać „kropkę nad i” (jeśli chodzi o promocję na szczebel PKO BP Ekstraklasy), to triumf nad „Czarnymi Koszulami” był aktem błyskawicznego chwycenia za pióro.
Arka na tym zresztą nie poprzestała. Zwycięstwa ze Stalą Rzeszów (5:1) i GKS-em Tychy (1:0), bezpośrednim rywalem w walce o awans, utrwaliły lokatę „Żółto-niebieskich” w strefie premiowanej bezpośrednią promocją.
Czy zatem remis 1:1 w rozgrywanym przed tygodniem spotkaniu przeciwko Wiśle Kraków wprawił kibiców w jakąkolwiek konsternację? Podział punktów można by wówczas określić jako zasadniczo akceptowalny, utożsamiając go z realizacją meczowego „planu minimum”. Arka przystępowała zatem do niedzielnego pojedynku z Odrą Opole w roli faworyta – i to zupełnie niepodważalnego.
Remis do przerwy
Nieco po godzinie 12:40 sędzia dał znak do rozpoczęcia spotkania. W 6. minucie gry Borja Galan egzekwował rzut wolny z okolic obrębu pola karnego Arki. Paweł Lenarcik finalnie uporał się z uderzeniem Hiszpana. Odra objęła jednak prowadzenie już chwilę później – po rzucie rożnym i chwilowym zamieszaniu piłkę do siatki wpakował Jiri Piroch. W 15. minucie dogodną szansę na wyrównanie zmarnował z kolei Karol Czubak.
Po upływie następnych kilkudziesięciu sekund w kotłowaninie pod polem karnym Odry Artur Haluch wybił piłkę niemalże z linii bramkowej. W 25. minucie gry w dogodnej pozycji do strzału znalazł się Kacper Skóra, jednak stosunkowo lekkie uderzenie w środek bramki nie zaskoczyło golkipera przyjezdnych.
Groźnym strzałem z krańca szesnastki refleks Halucha następnie zweryfikował Czubak, a chwilę później piękną paradą popisał się również Lenarcik, ratując gospodarzy przed stratą kolejnej bramki. Tuż przed przerwą sędzia podyktował rzut karny po zagraniu ręką w polu karnym przyjezdnych. Skutecznym egzekutorem „jedenastki” okazał się Michał Marcjanik.











