Liverpool, Monaco, Zenit i Juventus. Co łączy te niewątpliwie uznane marki na futbolowej mapie? Otóż to, że trzy z nich przy niekorzystnych rozstrzygnięciach pożegnają się z Ligą Mistrzów.
W zdecydowanie najtrudniejszej sytuacji jest Liverpool, który przed rozpoczęciem Champions League był wymieniany jako pewniak do zajęcia drugiego miejsca w tabeli. Wszystko dlatego, że zwycięstwo w grupie już z góry, a obecne rozgrywki udowodniły, że słusznie, było przypisane Realowi Madryt. Tyle że już inauguracja najbardziej prestiżowej rywalizacji w Europie pokazała, że „The Reds” wcale nie będzie czekał spacer. Owszem, udało się pokonać Ludogorets, ale dopiero w doliczonym czasie gry i to po nie najlepszej grze. Kolejne mecze i trzy porażki z rzędu z FC Basel i dwukrotnie z zespołem prowadzonym przez Carlo Ancelottiego sprawiły, że Brendan Rodgers stanął pod ścianą, a sytuację drużyny pogorszył jeszcze niedawny remis z Bułgarami.
To spowodowało, że Liverpool przed ostatnią kolejką Ligi Mistrzów naprawdę znajduje się w trudnej sytuacji i niezbyt wielu ekspertów wierzy w jego awans, tym bardziej jeśli weźmie się pod uwagę ostatnią formę ekipy, a także to, jak prezentuje się w poprzednich tygodniach FC Basel. Na niekorzyść przedstawiciela Premier League przemawia fakt, że jemu do promocji do kolejnej rundy wystarczy remis, „The Reds” zaś ten mecz muszą bezwzględnie wygrać. Mimo wszystko w piłkarzy Rodgersa wierzą bukmacherzy, którzy w jego zespole widzą zdecydowanego faworyta. Czas pokaże, czy mieli rację.

W tak trudnej sytuacji nie jest z całą pewnością Juventus. Lider Serie A przez moment rzeczywiście był nawet jedną nogą poza Ligą Mistrzów, ale teraz musiałoby dość do splotu nieszczęśliwych wydarzeń, aby nie udało mu się awansować do kolejnej rundy. Do zapewnienia sobie dalszej promocji gracze „Starej Damy” potrzebują przynajmniej punktu w starciu z Atletico Madryt i to w wypadku gdy Olympiakos pokona Malmoe. Co prawda pokonanie zespołu prowadzonego przez Diego Simeone może być zadaniem zbyt trudnym, ale sięgnięcie po jedno oczko, tym bardziej że mecz odbędzie się we Włoszech, nie powinno stanowić bariery nie do przeskoczenia. Poza tym nie jest powiedziane, że Grekom nadzwyczajnie łatwo pójdzie pokonanie rywali ze Szwecji, tym bardziej że tamci już kilka razy pokazali, że bywają groźni dla każdego, szczególnie w momencie gdy będą chcieli się godnie pożegnać z Ligą Mistrzów.
Równie ciekawie powinno być we wtorek w grupie, w której o awans w bezpośrednim meczu powalczą Monaco i Zenit. I to piłkarze grający na co dzień na francuskich boiskach będą mieć przed pierwszym gwizdkiem nieco większy komfort niż rywale. Wynika to z faktu, że decydujący mecz rozegrają na własnym obiekcie, a ponadto do awansu wystarczy im tylko remis. Jako że promocję do kolejnej rundy bez względu na to, co wydarzy się w ten wieczór, ma zapewniony Bayer Leverkusen, to jeden z tych zespołów będzie się musiał zadowolić tylko grą w Lidze Europy. A zarówno w jednym, jak i drugim obozie takie rozstrzygnięcie będzie traktowane jako porażka.










