Po remisie 2:2 na Camp Nou z Barceloną Chelsea Londyn awansowała do finału Ligi Mistrzów, w którym zagra po czterech latach przerwy. Po wczorajszym meczu przeszczęśliwy był trener „The Blues”, Roberto Di Matteo.
Włoski trener przyznał, że po otrzymaniu czerwonej kartki przez Johna Terry’ego grało się jeszcze ciężej, ale jest bardzo zadowolony z tego, jak drużyna sobie poradziła.
– To nieprawdopodobne osiągnięcie. Wiele osób przekreśliło nas już przed początkiem meczu, piłkarze pokazali jednak charakter. Nie spodziewaliśmy się gry w dziesięciu, dlatego było jeszcze trudniej, niż tego oczekiwaliśmy. Mieliśmy trudny sezon, ale wydaje się, że zawsze udaje nam się osiągnąć coś wyjątkowego, kiedy tego bardzo potrzebujemy. Myślę, że jest to zaprogramowane w DNA tych piłkarzy.

Kiedy wydawało się, że pierwsza połowa skończy się wynikiem 2:0, goście już w doliczonym czasie przeprowadzili kontratak, zakończony cudownym trafieniem Ramiresa. Bramka ta, jak przyznał opiekun gości, dodała skrzydeł jego podopiecznym.
– Gol Ramiresa był kluczowy i dał nam wiarę w przetrwanie drugiej połowy. Wiedzieliśmy przed meczem, że potrzebujemy bramki i to nam się udało. Zyskaliśmy znowu przewagę. W drugiej połowie nie chodziło już tyle o taktykę, co o pasję, dumę i pragnienie dotarcia do finału. Wiedzieliśmy, że dzieli nas od tego 45 minut. Osiągnęliśmy coś niesamowitego. Kiedy nadejdzie właściwy moment, zaczniemy myśleć o finale.
Włoch nie szczędził też pochwał pod adresem piłkarzy Barcelony, będąc jeszcze bardziej podekscytowany wyeliminowaniem głównego pretendenta do wygrania całej Ligi Mistrzów.
– To najlepsza drużyna na świecie. Jest niesamowita. Ale sposób, w jaki graliśmy i broniliśmy się… Mieliśmy też trochę szczęścia, ale bez tego nie wygrasz trofeum – podsumował Di Matteo.










