Derby północnego Londynu zawsze kojarzą się z niezwykłymi wrażeniami. Tegoroczny pojedynek między Arsenalem i Tottenhamem, mimo braku kibiców oraz przeciętnej w tym sezonie formy obu drużyn, zapowiadał się jak zwykle na bardzo emocjonujące spotkanie. Mecz z lokalnym rywalem to w końcu zawsze dodatkowa motywacja dla zawodników. Żadnemu z piłkarzy zarówno „Kanonierów”, jak i „Kogutów” nie trzeba było więcej mówić o wadze tego starcia.
Obecnie dużo można mówić o bezbarwnej i nieskutecznej grze obu drużyn. Jednak w ostatnim czasie poprawiły one mniej lub bardziej swoją sytuację w tabeli i podgoniły resztę stawki. Niedzielne derby północnego Londynu były więc czymś znacznie więcej niż tylko pojedynkiem o trzy punkty w ligowej klasyfikacji.
Arsenal przed tą kolejką nie miał praktycznie żadnych powodów do zadowolenia. Podopieczni Mikela Artety podchodzili do derbów Londynu z 10. lokaty w Premier League. Jakby tego było mało, zaledwie zremisowali w ostatnim ligowym meczu, w którym ich przeciwnikiem było Burnley. Jedynym pocieszeniem dla ekipy z Emirates Stadium mogła być czwartkowa wygrana z Olympiakosem, dzięki której są już jedną nogą w ćwierćfinale Ligi Europy.
Dla kibiców „Spurs” ten sezon to kompletna sinusoida. Jeszcze przy okazji ostatniego meczu z Arsenalem mówiło się o nich jako o przyszłym mistrzu Anglii. Dziś zajmują siódme miejsce z niewielką stratą do topowej czwórki. Jednak przez pewien czas klub odnotowywał słabszą, a wręcz fatalną formę, a przy tym coraz głośniej było o zwolnieniu Jose Mourinho. Natomiast obecnie klub znajduje się w dużo lepszym położeniu, lecz gra „Kogutów” jest daleko od ideału.
Powrót Garetha Bale’a
Walijczyk już od ubiegłego roku ponownie gra dla Tottenhamu. Do Londynu wrócił, jak powszechnie wiadomo, z Realu Madryt, w którym trudno było jednoznacznie ocenić jego grę. Zawodnik mimo fantastycznego początku w Madrycie miewał w ostatnich sezonach spore problemy z grą. Wiązało się to z krytyką kibiców „Królewskich” głównie za jego podejście do futbolu. Ciągłe kontuzje czy też większe zamiłowanie piłkarza do golfa niż do swojego zawodu były jednymi z argumentów przemawiających za opuszczeniem stolicy Hiszpanii przez Walijczyka.
I tak też się stało. Bale odszedł z Realu Madryt w minionym letnim okienku transferowym. Na odbudowę swojej formy wybrał swój ukochany Tottenham, w którym występował jeszcze jako młody zawodnik w latach 2007–2013. Wychowanek Southampton ma bardzo dobre wspomnienia z gry w ekipie „Kogutów”. W sezonie 2012/2013 zdobył tytuł najlepszego piłkarza Premier League w tamtej edycji rozgrywek.
Do Anglii wrócił na wypożyczenie, jednak za sporą kwotę w wysokości 22 milionów euro. Walijczyk nie miał dobrego początku tegorocznych rozgrywek Premier League. Natomiast ostatnio gra naprawdę bardzo dobrze. Skrzydłowy zanotował pięć bramek i jedną asystę w ostatnich pięciu spotkaniach. Nie ulega więc wątpliwości jedno. Gareth przeżywa swój renesans, a jego dyspozycja miała się okazać kluczowa w kontekście starcia z Arsenalem.












