1651 dni czekali kibice w Łodzi na kolejne derbowe starcie między ŁKS-em a Widzewem. Chociaż po raz pierwszy w historii spotkanie obu drużyn zostało rozegrane na zaledwie czwartym poziomie rozgrywkowym, w niedzielę emocji na boisku i trybunach nie brakowało.
Kiedy 9 kwietnia 2012 roku jedenastki obu łódzkich zespołów mierzyły się ze sobą po raz ostatni, kinomani szykowali się do premiery kolejnej odsłony filmu „American Pie” (tym razem zatytułowanej „Zjazd absolwentów”), a w czołówce listy przebojów radiowej Trójki ciągle utrzymywał się utwór Adele „Someone like you”. Mniej więcej w tym samym okresie bramki w ekstraklasie strzelali jeszcze Danijel Ljuboja i Tomasz Frankowski, a funkcję selekcjonera pełnił przygotowujący drużynę narodową do Euro Franciszek Smuda. Od tamtej chwili minął zatem szmat czasu i można powiedzieć, że zmieniło się wszystko. Także w łódzkiej piłce. Obie drużyny z miasta włókniarzy na przestrzeni czterech lat i sześciu miesięcy, jakie upłynęły od ostatniej konfrontacji, staczały się po równi pochyłej. Pierwszy upadłość ogłosił ŁKS, dwa lata później w jego ślady poszedł Widzew. Po reaktywacji i starcie od piątego poziomu rozgrywkowego ich ponowne losy skrzyżowały się w III lidze. Jeszcze przed początkiem sezonu przewidywano, że to właśnie między ekipami z Łodzi rozegra się walka o awans. Pierwsze miesiące ligowych zmagań potwierdzają słuszność tej tezy. Przed meczem derbowym w tabeli z dorobkiem 29 punktów prowadzili ełkaesiacy, którzy wyprzedzali swoich rywali zza miedzy o pięć oczek (widzewiacy mają jednak jedno zaległe spotkanie do rozegrania). W takiej sytuacji zaplanowane na niedzielę lokalne starcie łódzkich drużyn po raz pierwszy od niepamiętnych czasów zasługiwało na miano meczu na szczycie.
Derby Łodzi tylko dla ełkaesiaków
Atmosferę derbowego pojedynku poczuć można było w mieście już od kilku dni. Przed meczem dziennikarze dużo miejsca poświęcali kibicowskim aspektom rywalizacji. Chociaż stadion miejski, na którym swoje mecze rozgrywa Łódzki Klub Sportowy, oddany został do użytku nieco ponad rok temu, policja przy aprobacie prezydent miasta Hanny Zdanowskiej nie wyraziła zgody, by na spotkaniach ŁKS-u pojawiali się fani drużyn przyjezdnych. Reguła ta dotyczyła oczywiście także meczu derbowego. Jako główny powód podawano specyficzny układ obiektu, który składa się… z jednej trybuny i tym samym niesie ryzyko możliwości wystąpienia zamieszek. Decyzja podjęta przed sezonem najbardziej uderzyła oczywiście w kibiców Widzewa (fani innych drużyn z grupy pierwszej III ligi z reguły nie pojawiają się na meczach wyjazdowych). Sympatycy zespołu z al. Piłsudskiego w dniu meczu zebrali się pod Urzędem Miasta Łodzi w kilkaset osób, gdzie głośnymi okrzykami dali wyraz swojemu niezadowoleniu z decyzji o uniemożliwieniu wstępu na prestiżowe spotkanie. Swoim protestem nic jednak nie wskórali, a jedynie przysporzyli więcej pracy miejscowej policji, która na dzień derbowy przygotowywała się ponoć przez ostatnie kilka miesięcy. Mobilizacja w szeregach mundurowych była duża, co dało się w niedzielę zauważyć chociażby po ogromnej liczbie radiowozów, które przemierzały ulice Łodzi.












