Reprezentacja Polski nie zdobyła bramki od kilku spotkań. Wysokie porażki z Hiszpanią i Kamerunem znacznie pogorszyły nastroje kibiców w naszym kraju, którzy liczą na dobry występ „Biało-czerwonych” na Euro 2012. O opinię przed sparingiem z Ukrainą poprosiliśmy Dariusza Szpakowskiego.
Według Franciszka Smudy na razie trwa etap selekcji kadry na Euro. Czy wysokie porażki „Biało-czerwonych” nie są jednak dla Pana sygnałem do jakiejś rewolucji w kadrze? Jak należy traktować wyniki gier sparingowych?

Wynik jest zawsze wynikiem, a także odzwierciedleniem gry, jaką Polska prezentowała w meczach z Hiszpanią i Kamerunem. Smuda różnie mówił – że zamyka, że otwiera. Powołał teraz starych-nowych zawodników: Boruca, Smolarka, Głowackiego, który nie zagra, bo jest kontuzjowany. Sygnał jest taki – młodzież, którą Franciszek Smuda selekcjonuje i powołuje, na razie nie spełnia pokładanych w niej nadziei. Zostały dwa lata, z pozoru dużo, jednak praktycznie to nie jest wiele czasu. Smuda musi sobie dawać pewne odpowiedzi na pytania, które zadaje. Po pierwsze, obsada poszczególnych pozycji – numer jeden, numer dwa, numer trzy. Musi coś z tego wynikać – jeżeli nie wypali mu numer jeden, to próbuje numer dwa lub trzy. Myślę, że mecz z Ukrainą będzie meczem szansy odzyskania zaufania kibicowskiego dla „Biało-czerwonych”, które zostało dość mocno nadwątlone nie tylko samymi wynikami, ale też grą Polaków.
W meczu z Ukrainą powinien zadebiutować Sebastian Boenisch. Czy podoba się Panu pomysł wyszukiwania graczy z polskimi korzeniami do reprezentacji? Czy to nie jest wypaczenie jej idei?
Przestańmy patrzeć w ten sposób – w takim razie na mundialu grała reprezentacja Niemiec czy reprezentacja mających niemieckie obywatelstwo? Jeśli spojrzymy na 23 Niemców, którzy zdobyli brązowy medal MŚ, to począwszy od Polaków – Podolskiego, Klose i Trochowskiego – są to ludzie, którzy urodzili się poza granicami Niemiec, a w tym kraju uczyli się futbolowego rzemiosła. Özil, Khedira, Gomez, Cacau – czemu się dziwimy, że szukamy piłkarzy, którzy mają polskie korzenie, a gdzie indziej się wychowywali? To jest dzisiaj trend światowy, nikt od tego nie ucieka, jeśli mamy lepszych, typu Obraniak, Boenisch, na ich pozycjach od naszych reprezentantów. Nie jest siłą przypadku, że po raz kolejny Liga Mistrzów jest dla nas tylko marzeniem. Udało się Lechowi wejść do fazy grupowej LE i myślę, że na tym etapie zakończy udział w tych rozgrywkach, od lat się w tej mierze nic nie zmienia. Z pustego i Franciszek Smuda nie naleje.












