Jeszcze trzy lata temu trudno mu było stanąć na nogi. Depresja, smutek i krytyka, która nasilała się z dnia na dzień, przytłaczały go coraz mocniej. Mimo tego nie poddał się. Los, który zgotował mu tak wiele niedobrego, okazał się jego kluczem do sukcesu. Piłkarz udowadniający, że mimo trudnych chwil potrafi znaleźć w sobie wystarczająco dużo siły, aby stać się jednym z najważniejszych ogniw całego zespołu. Dani Parejo, człowiek, który na swych barkach dźwiga klub, jakim jest Valencia CF.
Posiadanie w swoich szeregach piłkarza mówiącego otwarcie, że miejsce, w którym się znajduje, to jego dom, jest prawdziwym skarbem. W dzisiejszych czasach takich zawodników jest garstka, dlatego warto zwrócić uwagę na oddanie barwom, które reprezentują. Najważniejsza w tym jest szczerość. Dani Parejo przybył do Valencii w 2011 roku z Getafe CF. Po nieudanej przygodzie z Realem Madryt, którego jest wychowankiem, i dość przyzwoitym sezonie na Coliseum Alfonso Perez uznał, że jest to najlepsza z możliwych opcji. Jak się okazało, instynkt, jakim wykazuje się na boisku, działa także w codzienności. Dzisiaj trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie Valencii bez Daniego Parejo. Człowiek orkiestra, który na boisku zostawia więcej serca niż jakikolwiek inny piłkarz.
Od laika do legendy
Stając po raz pierwszy twarzą w twarz z trybunami tak wielkiego klubu jak Valencia CF, musisz liczyć się z ogromną presją. Świadomość, że przybywasz do klubu z tradycjami oraz bardzo wymagającymi kibicami, wywołuje tysiące myśli, które trudno jest poukładać. Dani Parejo podczas swojego pierwszego sezonu w Valencii nie zostawiał dobrego wrażenia na boisku. Jednak każde niepowodzenie okazało się dla niego budujące. Dzisiaj kibice „Nietoperzy” mogą krzyknąć w jego stronę „Dziękujemy, że jesteś, kapitanie!”.
Do Valencii ściągnął go nie kto inny jak sam Unai Emery. Hiszpan urzędował w Valencii przez cztery lata, jednak tamten okres nie kojarzy się kibicom zbyt dobrze. Na ten moment można powiedzieć, że jedną z niewielu „rzeczy”, jaką pozostawił po sobie, jest Dani Parejo. Z roku na rok pomocnik budował swoją reputację, która obecnie jest na najwyższym możliwym poziomie. Jego pobyt w Valencii nie jest obfity w sukcesy. Ba, ostatnim i jedynym, jaki udało się osiągnąć, jest ubiegłoroczny Puchar Króla. Brak sukcesów często powoduje ucieczki piłkarzy z klubów, szczególnie kiedy dostają oferty z naprawdę wielkich firm. Dani Parejo postąpił inaczej.
Od momentu pierwszego odciśnięcia korków na murawie Estadio Mestalla aż do dzisiaj pozostaje wierny swojemu klubowi. Tym samym zbudował sobie szacunek oraz uznanie wśród kibiców. Wielu z nich uznaje go za prawdziwą ikonę „Nietoperzy”. Wczoraj osiągnął barierę 350 oficjalnych meczów dla Valencii, w których zdobył 59 bramek i tyle samo asyst. Stanowi prawdziwy kręgosłup zespołu, bez którego trudno byłoby osiągać dobre wyniki. Co prawda obecnie Valencia CF znajduje się w kiepskiej dyspozycji, ale nie odstrasza to 30-latka. Był z klubem w trudnych chwilach i pomaga w gromadzeniu tych dobrych.












