Mecz z Finlandią był dla Duńczyków ucieleśnieniem wszystkich koszmarów. Gdyby ktoś poszedł przed meczem do bukmachera i postawił, że reprezentacja Danii przegra z Pukkim i spółką, do tego straci na cały turniej Christiana Eriksena, a jej kapitan w drugiej połowie opuści plac gry, to wygrałby wielkie pieniądze. Liczba tylu nieszczęśliwych zbiegów okoliczności powoduje konieczność postawienia pytania: czy Dania da jeszcze radę być czarnym koniem Euro 2020?
Już wszyscy ochłonęliśmy po drugim dniu turnieju, a radość z wygranego meczu o życie przez duńskiego rozgrywającego to najważniejsza informacja wczorajszego dnia na całym globie. Teraz jednak ojczyzna klocków Lego musi wykrzesać z siebie siódme poty, aby turniej dla niej nie skończył się już po fazie grupowej. O tym, jak to wszystko wpłynie na Duńczyków w dalszej fazie turnieju, podpytaliśmy Victora Morawskiego – jednego z największych znawców tamtejszej piłki.
https://twitter.com/Piotrowicz17/status/1403763080681697288?s=20
Wszystko i wszyscy przeciw reprezentacji Danii
Tak w skrócie można podsumować wczorajszy mecz. Bo czy ci zawodnicy biegający dla tego małego, ale niezwykle piłkarskiego kraju mogli wygrać mecz, kiedy UEFA, stadion Parken i reprezentacja Finlandii zrobili wszystko, by rola gospodarza już w pierwszym meczu odbiła się czkawką?
Podopieczni trenera Kaspera Hjulmanda przegrali przecież ten mecz w stylu, którego nie powstydziłby się nikt. Jego drużyna, czy z będącym jeszcze na boisku Christianem Eriksenem, czy też bez niego, zdominowała totalnie tegorocznego debiutanta mistrzostw Europy. Wystarczy tylko spojrzeć na statystyki meczowe, by ujrzeć, jak ogromną przewagą dysponowała w tym meczu duńska drużyna.
Przez całe 90 minut gry reprezentacja Danii oddała 22 strzały w porównaniu z raptem jednym w wykonaniu Finów. Do tego przez 70% czasu gry, a więc 63 minuty, to ona posiadała futbolówkę przy swojej nodze. Lecz wszystkie te składowe kompletnie nie przełożyły się na skuteczność.
O ile w drugiej połowie można, a nawet trzeba zrozumieć, że celowniki są rozregulowane, bo piłkarze myślami zupełnie są gdzie indziej, o tyle za pierwszą połowę nie powinno ich się rozgrzeszać.











