Trener londyńskiego Arsenalu Arsene Wenger zrobił złoty interes, sprowadzając na Emirates Stadium Alexisa Sancheza przed startem obecnego sezonu. Chilijczyk rozgrywa sezon życia, ale w drużynie „Kanonierów” jest jeszcze ktoś, kto także ma ochotę na wyjście z cienia. To Santiago Cazorla – zawodnik, który jest zauważany dopiero, gdy gra słabo. Jeżeli prezentuje się zaś dobrze, kibice mówią, że i tak mogłoby być lepiej.
Ulubieniec Wengera
Dlaczego dopiero teraz wszyscy zachwycają się doskonałą postawą Cazorli, skoro od początku sezonu prezentuje się bardzo dobrze? Być może światła jupiterów nie byłyby dziś skierowane na niego, gdyby nie kontuzje oraz słabsza dyspozycja dotychczasowych liderów pomocy Arsenalu. Alexis Sanchez przybył do północnego Londynu kilka miesięcy temu za ok. 45 mln funtów i z marszu skradł serca wszystkich kibiców swego nowego klubu. Gwiazdor reprezentacji Chile od początku swej przygody z 13-krotnymi mistrzami Anglii grał jak natchniony – nie tylko zdobywał bramki (12 do tej pory w Premier League) i asystował (7), ale przede wszystkim imponował swoją walecznością, choć przy niektórych brytyjskich obrońcach, przypominających niekiedy ochroniarzy z klubu nocnego, wygląda jak ich zabiedzony młodszy brat. Kibice „The Gunners” cieszyli się, iż Arsene Wenger sprowadził wreszcie na Emirates lidera z krwi i kości, ale z drugiej strony ich głowy zaprzątała jedna ważna kwestia: kto zastąpi byłego gracza Barcelony, jeśli ten odniesie kontuzję lub zanotuje obniżkę formy? I choć francuski menedżer londyńskiego teamu ma do swojej dyspozycji wielu pomocników, tylko nieliczni mogą wnieść do drużyny coś ekstra. I takim kimś jest właśnie bohater niniejszego artykułu.
Santiago Cazorla przybył do stolicy Wielkiej Brytanii w 2012 r. z hiszpańskiej Malagi. Wenger nie wahał się zapłacić tonącemu w długach zespołowi Primiera Division 18 mln funtów, gdyż od wielu miesięcy obserwował Cazorlę i wiedział, iż może zostać playmakerem klasy światowej. Już po pierwszym sezonie w barwach Arsenalu było wiadomo, że Francuz po raz kolejny zbił doskonały interes, ponieważ filigranowy pomocnik we wszystkich rozgrywkach zdobył dla swego nowego pracodawcy aż 12 goli i 13 asyst. Chyba tylko nieliczni sympatycy londyńczyków przypuszczali, że ich nowy idol tak szybko zaaklimatyzuje się na Wyspach i zdoła poradzić sobie, grając przeciwko większym od niego o głowę defensorom innych zespołów. Mierzący zaledwie 168 cm wzrostu Hiszpan pokazał jednak, że w futbolu ważniejsze od warunków fizycznych są technika oraz spryt, a tych Cazorli na pewno nie brakuje. Tak było w sezonie 2012/2013, a jak jest teraz?
https://www.youtube.com/watch?v=uUy8T9Yc7bA
Można by rzec, że podobnie, ale po słabej w wykonaniu Santiago edycji BPL 2013/2014 kibice „Kanonierów” podchodzili do swego niedawnego ulubieńca z wyraźnym dystansem. Trzeba przyznać, że rzeczywiście ubiegły sezon był dla hiszpańskiego wirtuoza trudny. Sprowadzenie Mesuta Oezila do Arsenalu sprawiło, iż Cazorla został odstawiony na boczny tor. I choć Niemiec tureckiego pochodzenia nie zachwycał, a po kliku miesiącach na Emierates odniósł poważną kontuzję, na nieszczęście dla naszego bohatera eksplodował talent jego klubowego kolegi Aarona Ramseya. Popularny „Rambo” dokonywał cudów i prowadził Arsenal do kolejnych wygranych. Nic dziwnego zatem, że o Cazorli dość szybko zapomniano. Kibiców irytowała postawa Hiszpana, który zamiast grać szybko, na jeden kontakt, bardzo często spowalniał akcję The Gunners”, wykonując charakterystyczne dla siebie obroty z piłką u nogi. Może wyglądało to efektownie, ale korzyści dla zespołu nie było z tego żadnych. Fani Arsenalu kierowali też swoje pretensje ku Wengerowi, gdyż według nich zbyt często stawiał na mało produktywnego Cazorlę. Francuski szkoleniowiec wiedział jednak doskonale, co robi, a wspieranie swego podopiecznego przynosi dziś znakomite rezultaty.












