Po emocjonującym weekendzie w Primera Division hiszpańskie drużyny przystępują do ćwierćfinałowych meczów w Pucharze Króla. Już jutro zagrają ze sobą Espanyol i Mirandes. W środę Athletic podejmie Mallorcę, w czwartek zaś Valencia zagra z Levante. Do tego dochodzi oczywiście wyczekiwane El Clasico, któremu poświęcimy osobny artykuł.
Espanyol Barcelona – Mirandes
Teoretycznie ekipa z Katalonii ma najłatwiejsze zadanie spośród wszystkich drużyn występujących w ćwierćfinale Pucharu Króla. Mirandes jest w końcu swego rodzaju rodzynkiem, ponieważ to jedyny zespół, który zameldował się w 1/4 finału, a na co dzień nie występuje w Primera Division. Zajmuje się on bowiem grą w Segunda Division B, która jest odpowiednikiem trzeciej ligi. Wychodzi mu to naprawdę bardzo dobrze, bo po 20 kolejkach jest liderem z dorobkiem 43 punktów. Nad drugą w tabeli Ponferradiną ma sześć punktów przewagi. Na dwadzieścia rozegranych meczów ekipa Mirandes tylko jeden raz przegrywała. Teoria nie ma jednak nic wspólnego z praktyką. Nieprzypadkowo przecież trzecioligowiec w 1/16 finału wyeliminował Villarreal, w 1/8 finału zaś Racing Santander.

Mimo wszystko trzeba przyznać, że Espanyol to trochę większa marka niż pokonani dotąd pierwszoligowi rywale. Villarreal jest w niesamowicie głębokim kryzysie i ledwo wiąże koniec z końcem, Racing zaś to typowy ligowy średniak, który potrafi od czasu do czasu osiągnąć spektakularny wynik (jak chociażby remis z Realem Madryt w lidze), ale przeważnie zawodzi na całej linii, jak było w przypadku dwumeczu z Mirandes. Mauricio Pochettino podchodzi do starcia mimo wszystko z pewną rezerwą. Trener gospodarzy nie uważa bowiem za przypadek, że trzecioligowiec wyeliminował już dwa zespoły z Primera Division, nawet jeśli zespoły te nie znajdują się w najlepszej formie.
Patrząc na ostatnie wyniki Espanyolu, niby też nie widzimy niczego spektakularnego, jednak jeśli spojrzymy na to, z kim „Los Pericos” ostatnio się mierzyli, to możemy nabrać wobec nich wielce należnego szacunku. Ktoś mógłby się przyczepić, że remis z Sevillą na Ramons Sanchez Pizjuan nie jest czymś nadzwyczajnym, ale już remis z Barceloną odbił się szerokim echem w całej Europie. Espanyol zagrał przeciwko mistrzowi Hiszpanii jak równy z równym i mógł równie dobrze pojedynek ten wygrać. Dlatego też wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że to Katalończycy właśnie powinni sięgnąć po zwycięstwo. Pewności tej zachwiać nie powinny nawet absencje. Ciągle kontuzjowany jest pierwszy bramkarz Espanyolu, Christian Alvarez, a do tego nie wiadomo do końca, w jakiej formie jest Vladimir Weiss, który w ostatniej kolejce ligowej na boisko wszedł tylko z ławki rezerwowych.











