Po najbliższym weekendzie wszystko w Primera Division wróci do normy, bo piłkarze wybiegną na boiska, aby rozegrać nominalnie pierwszą kolejkę spotkań. Nie odbyła się ona w terminie jako efekt strajku związku zawodowego piłkarzy. Bardzo ciężka przeprawa czeka Real Madryt, który podejmie Athletic Bilbao, mniej wymagającego rywala będzie miała Barcelona, która pojedzie do Malagi. Nie można także zapomnieć o pierwszych od trzech lat derbach Sewilli.
Real Sociedad – Atletico Madryt
Nieważne, czy grają u siebie, czy na boisku rywala – Real Sociedad może nie prezentuje się w tym sezonie fatalnie, ale problemem na pewno jest stabilizacja formy. Bezbarwna gra Basków oparta jest w dużej mierze na Griezmannie i Agirretxe i to w dużej mierze od ich dyspozycji zależy też dyspozycja całego zespołu, który gra naprawdę w kratkę. Raz potrafi ograć Mallorcę 2:0, by w rewanżu przegrać z nią 1:6, innym razem potrafi ograć nawet Valencię, Malagę czy Betis, a innym przegrać aż 0:4 z Rayo czy czerwoną latarnią ligi, czyli ekipą Realu Saragossa.

Początek pracy Diego Simeone z „Los Rojiblancos” jest jak na razie imponujący, ale ciężko jeszcze jednoznacznie określić, na ile jest to faktycznie zasługa „El Cholo”, a na ile efekt nowej miotły. Z pewnością Argentyńczyk jest świetnym motywatorem, co pokazało już bezbramkowo zremisowane spotkanie z Malagą, w którym kibice ujrzeli nowe, lepsze Atletico. Ubiegłotygodniowe starcie ze stającą się coraz bardziej największym rozczarowaniem sezonu ekipą Villarrealu tylko to potwierdziło, a gładkie zwycięstwo pozwoliło wierzyć kibicom z Madrytu, że ten sezon może jeszcze być udany. Podobną wiarę pokładają oni w osobie Radamela Falcao, który zdobył tydzień temu dwie bramki i poprowadził swój zespół do wygranej. Aktualnym liderem drużyny jest jednak Tiago i to także od jego dyspozycji będzie zależały w dużej mierze losy sobotniego pojedynku.
Real Betis – Sevilla
Na to spotkanie czeka cała Andaluzja. Po spadku Realu Betis do Segunda Division nikt nie miał wątpliwości, że derby Sewilli zostały przełożone tylko o rok, góra dwa lata. Tak też się stało – po dwuletniej banicji po boiskach drugiej ligi, „Los Verdiblancos” powrócili do Primera Division w wielkim stylu, oraz, co ważniejsze, ciągle podtrzymują ten styl, co pokazało chociażby ubiegłotygodniowe starcie na Camp Nou, gdzie Real Betis aż do momentu wykluczenia jednego ze swoich graczy stawiał zacięty opór Barcelonie, zdobywając gole w lidze na Camp Nou jako pierwszy przyjezdny zespół od kwietnia ubiegłego roku. Po małej zadyszce w zespole Pepa Mela wszystko wraca do normy, a jego zespół znowu prezentuje fantastyczną formę, podobną do tej z początku sezonu, czego potwierdzeniem są wyniki: zwycięstwa z Valencią (2:1), Atletico (2:0) i Sportingiem (2:0) nie mogły przejść niezauważone, a nawet wspomniana porażka z Barceloną nie jest powodem do wstydu. Real Betis zajmuje jak na razie 11. miejsce w tabeli, ale jeśli uda mu się wygrać w sobotę, to dogoni lokalnego rywala, a stąd już prosta droga do europejskich pucharów.














