Zlatan Ibrahimović nie zdobędzie pierwszego Pucharu Europy w swojej karierze i nie zemści się na swoim byłym klubie, a PSG może już powoli popadać w kompleks swoich dzisiejszych rywali. „Duma Katalonii” dopełniła formalności i pewnie odprawiła gości 2:0, dając jasny sygnał Europie, że należy się z nią liczyć.
W pierwszym meczu ćwierćfinałowym Barcelona dosyć łatwo poradziła sobie na Parc de Princes, wygrywając 3:1 po dwóch bramkach Suareza i jednej Neymara. Iskierkę nadziei dał wówczas paryżanom ich rodak, Jeremy Mathieu, od którego piłka nieszczęśliwie odbiła się po strzale Van der Wiela i zaskoczyła bezradnie interweniującego Ter Stegena. Po zakończeniu spotkania wielu uznało dwumecz za zakończony i nic w tym dziwnego. Używając terminologii bokserskiej, Barcelona, niczym rasowy bokser, wymierzyła trzy szybkie ciosy i posłała rywala na deski. Co więcej, nic nie wskazywało na to, żeby Francuzi mogli się z nich podnieść.
Czy mistrzowie Francji mogli liczyć na cud? Przyjmując za kryterium matematykę, taki scenariusz był praktycznie niemożliwy do zrealizowania. Katalończycy wygrali siedem ostatnich spotkań z rzędu, a w ostatnich dziesięciu sezonach aż ośmiokrotnie docierali do półfinału tych rozgrywek. Podopieczni Laurenta Blanca opierali swój optymizm w powrocie do pierwszego składu Zlatana Ibrahimovicia, który pauzował ze względu na czerwoną kartkę obejrzaną w meczu z Chelsea, a także Marco Verrattiego, który odpokutował już piątą żółtą kartkę w sezonie (nomen omen otrzymaną również w spotkaniu z „The Blues”).
Spotkanie rozpoczęło się raczej w mozolnym tempie. Inicjatywę próbowało przejąć PSG, które przez kilka minut posiadało piłkę, starając się udowodnić, że nie przyjechało na Camp Nou odgrywać roli statystów. Jednak wystarczył jeden przebłysk geniuszu Iniesty i te spotkanie zostało zakończone, zanim jeszcze się na dobre rozpoczęło. Hiszpan przeprowadził cudowną akcję środkiem pola zakończoną podaniem do Neymara, który świetnie minął wybiegającego z bramki Sirigu i dopełnił formalności.
https://www.youtube.com/watch?v=F9lXycooa2U
Bramka ta podziałała na piłkarzy PSG niczym płachta na byka i momentalnie rzucili się oni do odrabiania strat. Już cztery minuty później, po ładnej dwójkowej akcji Matuidi-Ibrahimović, ten drugi posłał piłkę do siatki. Asystent sędziego podniósł jednak chorągiewkę, wskazując pozycję spaloną, i jak powtórki pokazały, Szwed rzeczywiście się na niej znajdował.











