Środowe ćwierćfinały Ligi Mistrzów wydają się jedynie dopełnieniem formalności. Zarówno awans Interu, jak i Tottenhamu graniczy z cudem, jednak jak mówi polskie przysłowie: nie mów hop…
Cud na Veltins Arena?
Sensacyjny rezultat pierwszego spotkania stawia obrońców tytułu w niezwykle trudnej sytuacji. Włoska ekipa musi zdobyć na boisku rywala minimum cztery bramki, co będzie niesamowicie trudnym zadaniem.
Schalke w tym sezonie przed własną publicznością prezentuje się bardzo dobrze. Niemiecki zespół w tegorocznych rozgrywkach Ligi Mistrzów pokonał na Veltins Arena takie zespoły jak Olympique Lyon, Valencia CF czy Benfica Lizbona. Zespół Ralfa Rangnicka w elitarnych rozgrywkach prezentuje się o wiele lepiej niż w lidze, dziewiąta pozycja w tabeli nie jest bowiem odzwierciedleniem potencjału klubu z Gelsenkirchen. Wpływ na słabe poczynania na krajowym podwórku miał fatalny start sezonu.
Kilka tygodni temu w klubie z Zagłębia Ruhry doszło do zmiany na stanowisku trenera. Ową funkcję objął Ralf Rangnick, który już po pierwszych dniach pracy znakomicie dogadywał się z zawodnikami. Poukładał cały zespół i znalazł wspólny język z Raulem, który przeżywa na Veltins Arena drugą młodość.
W środowy wieczór goście z Mediolanu zapewne od pierwszych minut rzucą się do zmasowanego ataku, może to jednak błyskawicznie obrócić się przeciwko nim, Schalke 04 ma bowiem w swoim zespole bardzo szybkich zawodników, którzy znakomicie grają z kontry.

Jeżeli jest taki zespół, który byłby w stanie odrobić straty po porażce na własnym stadionie 2:5, to jest nim właśnie Inter. Podopieczni Leonardo w obecnym sezonie są zupełnie inną drużyną niż rok temu. Nowy szkoleniowiec znacznie podniósł morale zespołu, jednak nie można powiedzieć, że to samo uczynił z poziomem sportowym. Wielu uważa, że „Nerazzurri” mają za dużo luzu, ale zupełnie odmiennego zdania jest Leonardo. Aktualni mistrzowie Włoch bawią się futbolem i większość zespołów, które im w tym przeszkadza, otrzymuje od mediolańczyków srogą lekcję. Piłkarze Interu są w tym sezonie mistrzami radzenia sobie z tarapatami, w które sami się pakują. Leniwi gracze ze Stadio Giuseppe Meazza często pierwsi tracą bramkę, ale działa to na nich jak płachta na byka. O sile wściekłych piłkarzy z Mediolanu przekonały się takie kluby jak Bayern, Catania, Palermo, Bari, Sampdoria czy Genua.
Fani Schalke uważają, że ich pupile pomszczą innego przedstawiciela ligi niemieckiej. Mowa tu o Bayernie Monachium, który na własnej skórze przekonał się, że nie warto zadzierać z bykiem, który, jeśli przebudzi się w odpowiednim momencie, dopnie swego, nie zwracając uwagi na konsekwencje. Należy jednak pamiętać, że na tak głęboką wodę gracze Interu wyrzuceni jeszcze nie byli, w środę okaże się, czy i z takich tarapatów będą potrafili wybrnąć.









