Rosyjskie media już kilkukrotnie zwalniały Wiktora Gonaczarenkę. Włodarze CSKA Moskwa ostatecznie rozstali się z białoruskim szkoleniowcem w tym tygodniu. Jego następcą został Ivicia Olić. Chorwat jako zawodnik stał się klubową legendą, jednak jako szkoleniowiec jest jedną wielką zagadką.
Oczekiwania fanów moskiewskiego klubu są zawsze takie same. CSKA ma więc walczyć o mistrzostwo kraju, nawet jeśli na papierze tak naprawdę nie ma ku temu zbyt wielu argumentów. Na siedem kolejek przed końcem Priemjer-Ligi można śmiało stwierdzić, że nie ma już na to większych szans. Zenit Petersburg ma osiem punktów przewagi nad CSKA, stąd popularne „Konie” mogą co najwyżej włączyć się do walki o wicemistrzostwo. W tej chwili tracą bowiem do drugiego Spartaka Moskwa cztery punkty.
Gonczarenko zawiódł
Dotychczasowy szkoleniowiec stołecznego zespołu rozpoczął pracę w grudniu 2016 roku. CSKA postawiło na Białorusina z powodu renomy, którą zdobył w BATE Borysów. Tak naprawdę był twórcą potęgi białoruskiego klubu. Pod wodzą Gonczarenki BATE trzykrotnie awansowało do fazy grupowej Ligi Mistrzów, a także dwukrotnie zagrało w grupie Ligi Europy. W październiku 2013 roku szkoleniowiec postanowił przenieść się do Rosji.
Najpierw był trenerem Kubania Krasnodar i Urału Jekaterynburg, po czym został asystentem Leonida Słuckiego właśnie w CSKA. Po półrocznym epizodzie w FK Ufa został ściągnięty z powrotem do Moskwy, aby objąć już posadę pierwszego szkoleniowca „Koni”. Nic więc dziwnego, że zawsze był porównywany do swojego dawnego zwierzchnika. Była to tymczasem wyjątkowo wysoko postawiona poprzeczka.
Słucki przez siedem lat pracy w CSKA trzykrotnie zdobył mistrzostwo Rosji i dwukrotnie krajowy puchar. Ponadto w 2010 roku zagrał z „Czerwono-granatowymi” w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Na tym tle osiągnięcia Gonczarenki wypadają blado. Największym sukcesem Białorusina było zdobycie Superpucharu Rosji przed trzema laty. Na dodatek pod względem liczby zdobytych punktów w lidze uplasował się dopiero na 5. miejscu spośród wszystkich trenerów CSKA po rozpadzie Związku Radzieckiego.
Nic więc dziwnego, że o odejściu Gonczarenki mówiło się co najmniej od roku. Dosyć niespodziewanie klubowi włodarze w maju ubiegłego roku przedłużyli z nim kontrakt o kolejnych dwanaście miesięcy. Parę tygodni później Białorusin miał się jednak obrazić i wyjechał na Białoruś, a na dodatek nie można było nawiązać z nim kontaktu. Do jednego ze spotkań drużynę przygotowywał więc jego asystent, Siergiej Owczinnikow.











