W pierwszym meczu rundy rewanżowej Ligi Europejskiej zmierzą się CSKA Moskwa i PAOK Saloniki. Na Stadio Toumbas lepsi okazali się piłkarze ze stolicy Rosji, skromnie wygrywając 1:0. Taki wynik stawia w roli faworyta podopiecznych Leonida Słuckiego, którzy na własnym obiekcie powinni potwierdzić swoją wyższość nad rywalem z Grecji.

CSKA Moskwa jest aktualnym wicemistrzem Rosji. Sezon u naszych wschodnich sąsiadów ruszy dopiero 12 marca, więc podopiecznym Słuckiego z pewnością brakuje rytmu meczowego. To spora korzyść dla Greków, którzy regularnie biją się o punkty na krajowym podwórku. PAOK Saloniki zajmuje obecnie czwartą lokatę w lidze i ma tyle samo punktów co trzeci AEK Ateny. Strata do Panathinaikosu i lidera z Pireusu jest zbyt duża do odrobienia, ale miejsce na najniższym stopniu podium jest jak najbardziej w zasięgu drużyny Mirosława Sznaucnera.
W pierwszym spotkaniu nie było widać różnicy w terminarzu rozgrywek obu zespołów. Mecz był wyrównany, a nawet minimalnie lepiej grali zawodnicy CSKA. Liczba sytuacji podbramkowych była porównywalna, jednak większą skutecznością wykazali się Rosjanie, którzy za sprawą Tomasa Necida odnieśli cenne zwycięstwo 1:0. PAOK nie wykorzystał atutu własnego boiska i nie dość, że nic nie strzelił, to jeszcze dał sobie wbić gola, co mocno komplikuje ewentualny awans do dalszej fazy rozgrywek. W Rosji zdecydowanym faworytem będzie były klub Dawida Janczyka. Jednobramkowa zaliczka oraz wsparcie fanów na Łużnikach stawiają CSKA w bardzo komfortowej sytuacji.

Najmocniejszą stroną ekipy z Salonik jest zdecydowanie defensywa. W lidze greckiej PAOK traci mało bramek, a jednym z ojców tego sukcesu jest polski zawodnik – Mirosław Sznaucner. Grający na boku obrony piłkarz wciąż czeka na powołanie od Franciszka Smudy i szansę na zaprezentowanie się w kadrze. Jeśli chodzi o atak Greków, to trzeba tam zwrócić uwagę na jedno nazwisko – Dimitris Salpigidis. Znacznie bogatszą kadrą może poszczycić się gospodarz wtorkowego spotkania. W bramce pewnym punktem jest Igor Akinfiejew, którym interesują się czołowe kluby Europy. Nazwiska typu Honda czy Mamajew także nie są nikomu obce. Najgroźniejszymi zawodnikami będą Seydou Doumbia i Tomas Necid – na tych graczy koledzy Sznaucnera powinni szczególnie uważać.











