Faza grupowa dobiegła końca, zaraz nadejdzie moment na wnioski. Ale zanim to nastąpi, skupmy się na ostatniej kolejce. A była ona bardzo interesująca i jak zwykle postaraliśmy się na nią spojrzeć z nieco innej strony.
Kolejne pożegnania
Oficjalnie pożegnaliśmy się z kolejnymi zespołami. Do grona ekip, które resztę turnieju obejrzą sobie już w telewizji (o ile nie mają go zakodowanego, oczywiście), dołączyły Albania, Rumunia, Rosja, Ukraina, Turcja, Czechy, Szwecja i Austria. Z całej szóstki łatwo można wskazać kilka rozczarowań. Przodują tu z pewnością Rosjanie i Austriacy, o których już napisaliśmy tyle krytycznych słów, że nie ma sensu po raz kolejny przyglądać się tej tragedii. Szczególnie chyba zawiedli ci drudzy, bo część z nas oczekiwała po nich przyjęcia roli czarnego konia. Tymczasem jeden punkt w trzech meczach to po prostu śmiech na sali. Tymczasem Rosja żegna się z Euro i jak już pisaliśmy, mamy wrażenie, że cieplejszym powitaniem będą się cieszyć partyzanci z ulic Marsylii (w domyśle: tajni agenci, prowokatorzy?).
Szalona grupa F
Szanse na to, że pierwsze dwa miejsca w grupie zajmą Węgry i Islandia, były mniej więcej tak duże jak te, które rok temu przyznawano Leicester na mistrzostwo Anglii. Czyli tylko wierzyli w nie ci, którzy zwyczajnie z czystej miłości do drużyny, nieco na żywioł obstawiali taki układ u bukmachera. Tymczasem stało się. Najmniej wyceniany zespół turnieju, przez wszystkie fachowe gazety oceniany jako outsider, prawdziwy underdog, zaszokował całą Europę, wygrywając grupę. Z kolei drugie miejsce zajęła drużyna, której bramki strzeże producent reklam, zaś resztę zespołu stanowią nieliczni, którzy byli w stanie godnie reprezentować wyspę. Football, bloody hell.
Ustawka Włochów? A w życiu…
Dziwnym trafem stało się to, co w dość sugestywny sposób zapowiadała nawet sama włoska prasa. Italia w rezerwowym składzie przegrała z Irlandią, definitywnie zamykając wczoraj jakiekolwiek nadzieje dla Szwecji (która i tak przerżnęła swój mecz). Oczywiście, podopieczni Antonio Conte mogą się tłumaczyć odpoczynkiem przed starciem z Hiszpanią, ale z drugiej strony patrząc wczoraj, jak gratulowali Irlandczykom, trudno nie powstrzymać się od lekkiego uśmiechu.
Żegnaj, „Ibra”
Jeśli ten turniej miał stanowić dobre podsumowanie reprezentacyjnej kariery Zlatana, to coś sądzimy, że w następnej swojej biografii „Ibra” ocenzuruje fragmenty związane z Euro 2016, wymazując je ze swojego CV. Ponieważ dla żywej legendy wręcz obrazą była prezentowana gra we Francji.
W tym miejscu możemy pogratulować Marko Arnautoviciowi, który swoim zachowanie stara się również zgrywać bad boya, stylizując się nieco na „Ibrę”. Brawo, nareszcie doskonale przypominał on oryginał. Zagrał w turnieju równie słabo.
Tak sobie myślimy, czy przypadkiem na tym turnieju sam Prijović nie spisałby się lepiej od pierwowzorów.
Jedenastka kolejki
To nie była łatwa kolejka. Po pierwsze, za mało obrońców się wyróżniło, stąd postawiliśmy na Skrtela, Glika i Arnasona. Bramkę zaś obsadziliśmy Kozacikiem ze Słowacji. W drugiej linii z kolei trafiliśmy na prawdziwy wysyp. Bardzo dobry Dzsudzsak, świetny Ronaldo. Bale już nas przyzwyczaił, że na tym turnieju gra pierwsze skrzypce w swoim zespole. Do tego bohater meczu z Hiszpanią, Ivan Perisić… Być może dziwi obecność Kuby Błaszczykowskiego, lecz postanowiliśmy nagrodzić jego bardzo dobrą zmianę, jaką dał w meczu z Ukrainą. Trzeba przyznać, że Kuba to jeden z największych bohaterów naszej kadry w trakcie tego turnieju.











