Ajax Amsterdam zdążył już podbić serca wielu sympatyków futbolu. Holenderską ekipę śmiało można nazwać jednym z symboli zmierzającej do końca kampanii 2018/2019. Erik Ten Hag i jego podopieczni nie zamierzają na tym poprzestawać. Wyprawa do Londynu miała tylko jeden cel, jakim było zapewnienie korzystnego rezultatu przed rewanżem. Meldując się w półfinale Ligi Mistrzów, o niczym innym nie mogło być mowy.
Każdy, kto kocha takowe historie, jaką pisze obecnie Ajax, w dwumeczu z Anglikami zapewne opowiedział się po stronie pogromców Realu Madryt i Juventusu. W czasach, gdy Liga Mistrzów stała się przewidywalna do bólu i poza nielicznymi wyjątkami kibice mogą przebierać ciągle w tych samych drużynach, podobne zdarzenia przypominają, że romantyzm w piłce nożnej całkowicie nie umarł, a jego nutka gdzieś się jeszcze tli.
Plan minimum wykonany
Europejski sen Ajaxu wcale nie musi się kończyć na etapie półfinału. Nieśmiały krok w stronę wielkiego finału, który byłby kapitalnym zwieńczeniem przygody młodych i gniewnych Holendrów, został właśnie postawiony. Tym razem rola główna została przypisana Donny’emu van de Beekowi. Po asyście Hakima Ziyecha w 15. minucie zagwarantował swojej drużynie cenną zaliczkę przed przyszłotygodniowym rewanżem na Johan Cruyff ArenA.
Ajax w najlepszy możliwy sposób zdołał już udowodnić, że stać ich na końcowy triumf. Mimo to dało się odnieść pewne wrażenie, że Tottenham nie odrobił lekcji i powielił błędy poprzednich ekip wyeliminowanych przez jego rywala. Oczywiście nie było to lekkie i przyjemne zwycięstwo, lecz w pewnym momencie można było poczuć, iż przyjezdni nie zejdą z boiska pokonani. Zupełnie jakby ta młodzieńcza fantazja i magia, która pcha zespół Ten Haga do przodu, roztoczyła się nad nowoczesnym obiektem londyńczyków.
A nie można zapominać, że goście mogli wyjechać z Londynu z dwubramkową zaliczką. Odrobiny szczęścia zabrakło w okolicach 80. minuty spotkania. Noussair Mazraoui odegrał piłkę do Davida Neresa, lecz ten trafił jedynie w słupek. Nieśmiałe starania mogły przerodzić się w ogromny krok w stronę finału. Warto podkreślić, że Ajax w drugiej połowie dał się wciągnąć Tottenhamowi w jego własną grę, w której nie brakowało elementów chaosu. Skończyć mogło to się różnie, więc w takich okolicznościach drugi gol miałby niebagatelne znaczenie.
Son nadzieją w rewanżu
Gospodarze przystąpili do pojedynku z poważnymi kadrowymi ubytkami. Już od jakiegoś czasu Tottenham musi radzić sobie bez Harry’ego Kane’a, natomiast Heung-Min Son heroiczny dwumecz z Manchesterem City opłacił zawieszeniem za żółte kartki. Niepewny był także udział w meczu Erika Lameli’ego oraz Jana Vertonghena. Mimo wszystko, niejednokrotnie można było spotkać się z głosami, iż to zespół Mauricio Pochettino uchodzi za faworyta pierwszego półfinałowego meczu. Czy słusznie?










