Chorwacja liczy 4 miliony mieszkańców. Jest najmniejszym państwem występującym na mundialu w Katarze. Mimo tego drugi raz z rzędu ma szansę zagrać w finale. Swoim jugosłowiańskim charakterem ucierają nosa i niszczą marzenia większych nacji. „Hrvatska” w fazie pucharowej czuje się jak w domu. Pokazywała to już nieraz, mimo lepszych czy gorszych czasów. Chorwacja lubuje się w dogrywkach i rzutach karnych.
Reprezentacja Chorwacji w Katarze nie była uważana za jednego z faworytów. Nie postrzegaliśmy ich nawet jako czarnego konia. Niby wiele postaci pamięta wicemistrzostwo świata sprzed czterech lat, ale ta kadra jest jednak słabsza niż w Rosji. Mimo tego znów znaleźli się w półfinale, a „sky is the limit”. Połączenie Livakovicia, Sosy, Gvardiola z Perisiciem, Modriciem i Kramariciem jest zabójcze dla rywali. Nawet takich jak Brazylia, o której mówiło się, że pokona każdą przeszkodę. Chorwacja w fazie pucharowej to jednak przeszkoda nie do przejścia, o czym mówi historia.
Chorwacja – albo rydz, albo nic
Trochę liczb i statystyk z historii, które pokazują niesamowity charakter Chorwatów. Jako samodzielne państwo na mundialu kraj, który jest bardzo lubianym przez Polaków kierunkiem turystycznym, występuje po raz szósty. W zasadzie można znaleźć jedną prawidłowość w ich występach. Albo rydz, albo nic. Swój udział kończą albo w fazie grupowej, albo w strefie medalowej. Nie ma jakichś półśrodków.
1998 i 2018 to lata, w których Chorwacja przywoziła medale z mistrzostw świata. Teraz najprawdopodobniej będziemy mieli kolejny taki przypadek. Oznacza to jednak jedno. Chorwacja nie przegrała jeszcze w swojej historii meczu 1/8 finału ani ćwierćfinału. Spotkać w tej fazie kraj należący do byłej Jugosławii to wyrok. Przekonywali się o tym najwięksi. W Katarze Brazylijczycy, w Rosji gospodarze turnieju, we Francji Niemcy.
Jest też coś niesamowitego w obecnym pokoleniu Chorwatów. Otóż mimo srebrnego medalu sprzed czterech lat i dojścia do półfinału w Katarze „Hrvastka” nie wygrała żadnego meczu w podstawowym czasie gry. Na dotychczasowe sześć spotkań w fazie pucharowej na tych dwóch mundialach wygrała pięć. Wszystkie kończyły się rzutami karnymi lub dogrywką. Mentalność, nerwy ze stali i zabójczy charakter, którego nauczyła ich historia. Nieważne, kto stoi na bramce. Czy Livaković, czy Subasić, oni to wygrywają, a jak mówi Luis Enrique, karne to nie loteria.











