Spoglądając na skład obecnej reprezentacji Chorwacji, widzimy naszpikowaną gwiazdami ekipę. Moja redakcyjna koleżanka zastanawiała się, jak to możliwe, by z takim składem nie być faworytem do strefy medalowej Euro 2016. Warto przeczytać napisany przez Justynę Gawlińską tekst, by zrozumieć, jak wielkim fenomenem była reprezentacja prowadzona przez Miroslava Blazevicia podczas mistrzostw świata w 1998 roku. Chorwacja we Francji zaskoczyła wszystkich.
Bałkany zawsze znane były z wyjątkowo zdolnych zawodników. Czy to w czasach Jugosławii, czy już po rozpadzie federacji na państwa związkowe. Póki istniało wspólne państwo, drużyna odnosiła sukcesy. Mieszanka serbskiej, chorwackiej i bośniackiej krwi potrafiła we wspólnym rytmie wywalczyć medale na mistrzostwach Europy, złoto na igrzyskach olimpijskich, czy toczyć wyrównane boje w półfinałach światowego championatu. Problem rozpoczął się wraz z wojną na Bałkanach i rozpadem Federacji Jugosławii.
Chorwacja od samego początku była wśród zespołów byłej Jugosławii zespołem o największym potencjale i dysponowała najlepszymi zawodnikami. Na papierze mogła w każdym turnieju pretendować do strefy medalowej. Trochę gorzej wyglądało to na boisku.
Eliminacje do mistrzostw świata w 1998 roku miały być dla drużyny z Chorwacji potwierdzeniem siły, którą pokazała podczas mistrzostw Europy w 1996 roku, gdzie odpadła w ćwierćfinale z późniejszym tryumfatorem – Niemcami. Grupa wydawała się łatwa. Jedynym godnym uwagi przeciwnikiem wydawała się Dania, z którą zawodnicy z Bałkanów wygrali na turnieju w Anglii 3:0. Okazało się, że nie było tak prosto. Zawodnicy z kraju Hamleta zajęli pierwsze miejsce, a zawodnikom Blazevicia pozostało grać w barażach z faworyzowaną Ukrainą. Szewczenko i koledzy nie pojechali na mistrzostwa. Cieszyli się za to zawodnicy w koszulkach z charakterystyczną szachownicą.
Wielkie nazwiska – słabe wyniki
Skład był naszpikowany gwiazdami i byli eksperci, którzy widzieli w drużynie z Chorwacji czarnego konia imprezy. Jednak większość mówiła o tym, że wprawdzie piłkarze świetni, ale drużyna nie funkcjonuje tak, jak powinna. Bojowe nastroje panowały w Zagrzebiu. Trzon reprezentacji stanowili zawodnicy nazywani „złotym pokoleniem” jugosłowiańskiej piłki. Piłkarze, którzy grali w klubach europejskiego topu, mieli zaprowadzić „Vatreni” na podium mundialu.
Losowanie, którego nie przeprowadzał „Łysy z UEFA”, było dla Chorwatów bardzo szczęśliwe. Prócz mocnej Argentyny dolosowanych zostało dwóch debiutantów – Japonia i Jamajka. Mecze grupowe potwierdziły, że los był łaskawy. Dwa zwycięstwa z nowicjuszami, mimo porażki z Argentyną, wystarczyły do awansu z grupy.

Po pierwszych meczach coraz więcej osób zaczęło widzieć w Chorwatach drużynę, która może w tym turnieju zajść bardzo wysoko. Nie z powodu wyników, a raczej z tego, jak na murawie prezentowali się zawodnicy Blazevicia. Jeden z najbardziej zasłużonych bałkańskich trenerów potrafił wycisnąć maksimum z materiału ludzkiego, który posiadał. Drużyna prowadzona przez niego grała nietypowym, jak na tamte czasy, ustawianiem 3-5-2, które zaskakiwało przeciwników swą mobilnością. Nie bez powodu jednym z największych wygranych w drużynie „Vatreni” był Robert Jarni, który przebiegniętymi kilometrami po francuskich murawach zapracował na kontrakt w Realu Madryt.












