W pierwszym meczu fazy grupowej Celtic Glasgow zremisował bezbramkowo z Benficą Lizbona. Całe spotkanie było nudne, a piłkarze obu drużyn nie dostarczyli zbyt dużej ilości emocji.
Dzisiaj na stadionie w Glasgow spotkały się miejscowy Celtic z portugalską Benficą Lizbona. Spotkanie było ważne dla obu ekip, ponieważ zarówno Szkoci, jak i Portugalczycy myślą o wyjściu z grupy. Przypomnijmy: w grupie H oprócz ww. drużyn znalazły się FC Barcelona oraz Spartak Moskwa. Warto dodać, że po czteroletniej przerwie piłkarze z Celtic Park wracają do Ligi Mistrzów.
Jako pierwsi serię groźnych ataków wyprowadzili gracze „The Bhoys”, ale ich akcje, w tym groźne stałe fragmenty gry, nie były wystarczająco dobre, aby zdobyć gola. Mimo że kilka pierwszych minut było porywczych, w grze obu zespołów można było zauważyć dużo niedokładności, przypadkowości i chaosu. W 15. minucie na bardzo ciekawy wariant rozegrania rzutu różnego zdecydowali się przyjezdni, ale strzał Salvio przeleciał tylko obok bramki. Kilka minut później na połowie Benfiki świetnie, jak po sznurku, piłkę rozgrywali piłkarze Celticu, ale zabrakło podania otwierającego drogę do bramki. Mimo bezbarwnej gry na stadionie było słychać bardzo głośny doping kibiców „Celtów”.
W 38. minucie mogliśmy mieć już 1:0 dla Benfiki. Strzał Rodrigo Moreno został obroniony przez golkipera gospodarzy, ale jak się później okazało, nawet gdyby piłka wpadła do siatki, gol nie zostałby uznany, bo sędzia liniowy dopatrzył się minimalnego spalonego. Jak pokazały powtórki, asystent musi mieć sokole oko, żeby wychwycić tak minimalny ofsajd. W dobrej sytuacji znalazł się również Aimar, ale ponownie nie byliśmy świadkami trafienia. Do końca pierwszej połowy zawodnicy nie obdarzyli nas większą liczbą sytuacji podbramkowych, których mieliśmy jak na lekarstwo. Pierwsza część była nudna i wszyscy na Celtic Park liczyli, że po przerwie zobaczymy kilka bramek.
Tak jak na początku meczu, tak po rozpoczęciu drugiej odsłony kilka groźnych kontr wyprowadzili gospodarze. Szkoda, że wszystkie okazje do strzelenia bramki były nieskuteczne. W 60. minucie składną akcję stworzyli Portugalczycy, ale strzał Gaitana został zablokowany przez jednego z obrońców Celticu. Chwilę później Foster popisał się bardzo dobrym refleksem. Zarówno jedni, jak i drudzy skutecznie odpierali akcje przeciwników, uniemożliwiając im tym samym strzelenie bramki. Wprowadzony Bruno Cesar spróbował swoich sił z dystansu, ale strzał przeleciał ponad bramką. Kilka sekund później z połowy boiska strzelał Commons, ale Artur był na miejscu.
W końcówce aktywniejszą drużyną była Benfica. Pojedynek w Szkocji nie przyniósł kibicom większych emocji. Przez 90 minut obie drużyny zdołały strzelić w światło bramki zaledwie czterokrotnie. Mówiąc krótko: mecz był nudny jak flaki z olejem.









