Po kilkunastu latach wyrwał się z Kielc, by wreszcie na częstochowskiej ziemi rozwinąć skrzydła i pokazać pełnię swoich umiejętności. A te ma na pewno. Udowadniał to nieraz i ciągle pokazuje, że do tej pory nie zaprezentował pełnego wachlarza zdolności. Cebula poza braniem na siebie ciężaru gry, próbami dryblingów i ofensywnych akcji wreszcie dołożył coś, co daje namacalny efekt. W starciu z Lechem grał wybitnie. Najlepszym dowodem są dwie asysty i piękna bramka. Do tej pory miał trochę problemów. Nie był to zachwycający Cebula z jesieni. Dziś widzieliśmy przebłysk, który może świadczyć o powrocie do formy z pierwszej części sezonu. Dla niego i dla drużyny przyniesie to tylko plusy, ponieważ batalia wkracza w decydującą fazę, a Rakowowi przyda się każda pomoc.
Czy 25-latek znowu stanie się najjaśniejszą gwiazdą w ekipie trenera Papszuna?
Cebula specjalistą od pięknych bramek?
Trafienie „Cebula” z „Kolejorzem” było pięknej urody. Oczywiście znalazły się głosy, że mu zeszło, że na farcie, po koźle. Panie i panowie, może i zeszło, ale uderzenie po koźle to też forma oddania strzału. Liczy się efekt, który w tym wypadku był najlepszy z możliwych. Piłka zatrzepotała w górnej części siatki i definitywnie zakończyła marzenia Lecha o doprowadzeniu choćby do remisu w tym meczu. Pomógł zespołowi, gdy najbardziej tego potrzebowali. Lech Poznań nie jest w najwyższej formie, daleko mu do niej, ale to zwycięstwo było dla „Medalików” ważne w kontekście umocnienia się na podium ligowej tabeli.
Bramka, którą zdobył Cebula, to nie pierwsze takie trafienie w jego karierze. Na początku, gdy przybył do Rakowa, już w drugiej kolejce strzelił podobnego gola. Obiektywnie patrząc, dziś go przebił pod względem urody. Dał się poznać jako drybler, zawodnik niezwykle plastyczny, z predyspozycjami do mijania rywali. Z kieleckiej niewoli wyrwał go Marek Papszun i tchnął w niego nowego ducha. Poznaliśmy Cebulę z innej strony. W pewnym momencie mówiło się o nim nawet w kontekście reprezentacji, był jednym z liderów, którzy ciągnęli częstochowską lokomotywę. Dla porównania kilka miesięcy wcześniej spadał z Koroną Kielce z ligi i ciągle mówiono o nim „młody, perspektywiczny”, tylko nic za tym nie szło. To najlepiej pokazuje, jak odżył po transferze do Rakowa.











