We wtorek i środę odbędą się rewanżowe spotkania półfinału Pucharu Króla. Najpierw zmierzą się ze sobą Athletic Bilbao i Mirandes. W drugim meczu powalczą FC Barcelona i Valencia. Przed rewanżami w lepszych sytuacjach wydają się być gospodarze. Czy Valencię i Mirandes stać na sprawienie niespodzianki?
Athletic Bilbao – Mirandes
„Lwy” z Bilbao są przed rewanżowym starciem w ćwierćfinale Pucharu Króla w bardzo dobrej sytuacji. Ta byłaby jeszcze lepsza, gdyby nie doliczony czas z pierwszego meczu. Baskowie spokojnie prowadzili w Miranda de Ebro 2:0, jednak w samej końcówce gospodarzom nadzieje na awans do wielkiego finału dał Ander Lambarri. Wcześniej, jeszcze w pierwszej połowie, dwie bramki dla drużyny prowadzonej przez Marcelo Bielsę zdobył Fernando Llorente. Athletic był tamtego wieczora drużyną lepszą, jednak jego zawodnicy za bardzo rozkojarzyli się w samej końcówce, sprawiając, że trzecioligowiec poczuł zapach zdobyczy, co w końcu wykorzystał najlepiej, jak tylko mógł. Jednak czy ten mały klub jest w stanie odrobić straty na San Mames? Podopieczni Carlosa Pouso musieliby strzelić jutro aż dwa gole, nie tracąc przy tym ani jednego – niby możliwe, ale na Półwyspie Iberyjskim nie wierzy w to chyba nikt.

W jakich nastrojach przystępują do meczu obydwie ekipy? Athletic zadowolony być nie może, bo w sobotę zaprzepaścił znakomitą szansę wdrapania się na czwartą pozycję w lidze. Niestety, podobnie jak w przypadku pierwszego meczu z Mirandes, bramka w doliczonym czasie gry sprawiła, że Espanyol zdołał wywieźć z Bilbao jedno oczko, zachowując tym samym przewagę nad „Los Leones” w wysokości dwóch punktów. „Los Rojillos” również nie mają powodów do zadowolenia. Bardzo dobra postawa w Pucharze Króla odbija się najwyraźniej na ich grze w Segunda Division B, w której w ostatnich dwóch meczach zdobyli tylko jeden punkt. Mimo wszystko Carlo Pouso i jego ludzie pozostają liderami i głównymi faworytami do awansu. Mirandes pocieszać może się tym, że już raz w tegorocznych rozgrywkach Copa del Rey odrobiło straty w meczu rewanżowym. Było to w ćwierćfinale, jednak porażka w pierwszym pojedynku nastąpiła na wyjeździe – pogoń za wynikiem zaś przed własną publicznością. Jutro atut własnego boiska należeć będzie to Athleticu, który potrafi to wykorzystywać jak mało kto.
Zapewne wykorzysta go i jutro, bo pozostaje bezwzględnym faworytem meczu. Marcelo Bielsa nie musi martwić się żadnymi nowymi absencjami. Spekuluje się, że Baskowie wybiegną na ten mecz w takim samym składzie jak przed tygodniem. To samo dotyczy Mirandes, ponieważ, pomimo faktu, iż trzecioligowiec musi gonić wynik, Hiszpanie nie wierzą, że Pouso dokona zmian w ustawieniu na bardziej ofensywne. Hiszpan doskonale zdaje sobie sprawę, że podpisałby na siebie w ten sposób wyrok śmierci. Athletic, posiadający takich graczy jak Muniain czy Llorente, z kontry grać potrafi i na pewno chętnie by to rywalowi zademonstrował.












