Finał Ligi Mistrzów odkąd pamiętam, zawsze przyciągał tłumy zarówno na trybuny stadionu, jak i miliony przed telewizory. Nie inaczej będzie tym razem, kiedy ścierają się reprezentanci dwóch najsilniejszych lig świata, hiszpańskiej oraz angielskiej. Ja jednak nie zamierzam ulegać tej manii, tylko z jednego powodu, zwie się on FC Barcelona.
FC Barcelona jest przez wielu dziennikarzy polskich i zagranicznych uznawana za najsilniejszą drużynę naszego globu. Patrząc na tabelę Primiera Division i trofea, jakie zdobyła, odkąd jej stery objął Josep Guardiola, nie trudno się z taką opinią nie zgodzić. Jednak ja mam powoli dosyć tej hegemonii „Dumy Katalonii”, która zdaje się wyznaczać, jak się powinno grać w piłkę, negując każdy inny styl gry, uważając go za antyfutbol. Mam dosyć tej pychy ze strony Katalończyków i sam mam pod ich adresem kilka zarzutów, przez które nie zamierzam oglądać meczu na Wembley, chociaż jestem wielkim fanem ligi angielskiej.
1. Antyfutbol:

Antyfutbolem można nazywać ustawienie czterech obrońców i trzech defensywnych pomocników i przez całe spotkanie murowanie bramki, od czasu do czasu kontrując rywala. Ale dla mnie osobiście to, co wyprawia FC Barcelona to również antyfutbol. Katalończycy wymieniają kilkaset podań w swoim „bajecznym” stylu, jednak co z tego, jak większość jest między Puyolem a Pique lub w porywach Xavim a Iniestą. Dwójka zawodników w trakcie jednego spotkania „Dumy Katalonii” jest w stanie wymienić ze sobą trzy a nawet cztery podania na raz, zanudzając przy tym rywala, ale również kibiców, którzy wymagają nieco większej kreatywności z ich strony, a nie bezsensownego klepania z nogi do nogi.
2. Rasizm:
O rasizmie w futbolu jest wciąż głośno i wciąż wszelkie próby dyskryminacji z powodu religii czy koloru skóry są piętnowane. Na koszulkach oraz na bandach widnieje napis „RESPECT”, jednak czy wszyscy szanują innych. Wydawałoby się, że w takiej Barcelonie próżno szukać kogoś, kto by dyskryminował innego zawodnika, a jednak Sergio Busquets się wyłamał i bez problemu nazwał czarnoskórego piłkarza Realu Madryt „małpą”. Przy tak wielkiej kampanii przeciw każdemu przejawowi rasizmu spodziewano się, że Hiszpana spotka dotkliwa kara kilku spotkań odpoczynku. Jednak jak się okazuje, UEFA nie ukarała defensywnego pomocnika, chyba dlatego że nosi na sobie trykot i reprezentuje barwy katalońskiego klubu. Wyobrażacie sobie, jakby postąpił tak Sergio Ramos, Pepe czy inny zawodnik innej drużyny, podejrzewam, że byłaby gigantyczna grzywna i kilka meczów dyskwalifikacji.
3. Zespół jednego piłkarza:









