W trzecim sezonie pracy w Liverpoolu Brendan Rodgers odleciał do krainy marzeń. Irlandczyk z Północy po zaledwie jednej udanej kampanii, nawet w obliczu rozczarowujących rezultatów, z tygodnia na tydzień szokował narcystycznymi wypowiedziami. Rzeczywistość brutalnie sprowadziła jednak szkoleniowca na ziemię. Obecnie wiadomo, że zwolnienie z Liverpoolu było najlepszym, co Brendanowi Rodgersowi mogło się przydarzyć. Początkiem prawdziwego okresu dojrzewania na ławce trenerskiej.
Porażka uczy więcej niż tysiąc zwycięstw. Obecnie doskonale zdaje sobie z tego sprawę Brendan Rodgers. Podpisując ponad siedem lat temu kontrakt z Liverpoolem, Irlandczyk z Północy złapał Pana Boga za nogi. Otrzymał szansę życia, by spełnić marzenia, prowadząc jeden z największych klubów Europy. Mimo że zatrudnienie Brendana Rogersa było spowodowane głównie niedostępnością szkoleniowców wyżej plasujących się na liście życzeń amerykańskich właścicieli, to szybko o tym zapomniano. W drugim sezonie pracy Irlandczyka z Północy na Anfield Road Liverpool zachwycał, ocierając się o mistrzostwo Anglii. Tytuł przegrał praktycznie w domowym spotkaniu z Chelsea. W meczu, w którym Liverpool wcale nie musiał wygrać.
Remis nadal stawiałby „The Reds” w lepszej sytuacji od Manchesteru City. Brendan Rodgers za wszelką cenę chciał jednak pokazać, że uczeń przerósł mistrza – chciał pokonać Jose Mourinho. To właśnie w tym spotkaniu okazało się, że Irlandczykowi z Północy jeszcze daleko do szkoleniowców z najwyższej półki. Liverpool przegrał nie tylko przez błąd Stevena Gerrarda, lecz także przez fakt, iż Irlandczyka z Północy zaślepiła ambicja.
Nawet mimo braku tytułu mistrzowskiego Brendan Rodgers został doceniony, otrzymując tytuł menedżera sezonu. Wtedy pojawiły się problemy. Irlandczyk z Północy stracił kontakt z rzeczywistością, a dopiero mocne uderzenie sprawiło, że wrócił na ziemię.
Jestem najlepszy, jestem najlepszy
Dalsza kariera szkoleniowca w Liverpoolu była ciągłą walką. Praktycznie ze wszystkimi i o wszystko. Przy czym należy zaznaczyć, że agresorem był Brendan Rodgers. Po otrzymaniu nagrody poczuł, że jest na szczycie świata, że posiadł wiedzę absolutną. Dziwiły kolejne decyzje. Desygnowanie rezerwowego składu na mecz w Madrycie przeciwko Realowi, by oszczędzać zawodników na ligowe spotkanie, czy ustawianie graczy na innych pozycjach. Czas Brendana Rodgersa kończył się w Liverpoolu w zastraszającym tempie. Wiedzieli to wszyscy oprócz szkoleniowca.
https://twitter.com/sportbible/status/648554451305938944?lang=bg
Dlaczego? Dlatego, że nadal operował w swoim wyimaginowanym świecie. Mimo kolejnych kompromitacji Brendan Rodgers publicznie deklarował, że nie ma od niego lepszego kandydata na stanowisko menedżera Liverpoolu. Narcyzm, samouwielbienie? Jak najbardziej, i to w zaawansowanym stadium. Nic więc dziwnego, iż decyzję o zwolnieniu Brendan Rodgers przyjął z szokiem i niedowierzaniem. W przeciwieństwie do reszty świata.
To samouwielbienie, narcyzm szkoleniowca jakby zostały ukarane. Brendan Rodgers w końcu zderzył się z rzeczywistością, w której nadal nie był godzien stawiać własnej osoby na jednym poziomie z czołowymi szkoleniowcami globu. Realny świat okazał się brutalny dla Irlandczyka z Północy, gdyż nadal nie mógł bawić się w futbol z dużymi dziećmi. W przypadku Brendana Rodgersa stanie w kącie przez kilka miesięcy przyniosło jednak pozytywne efekty. Głęboka refleksja i wyjście z baśniowej krainy umożliwiły uratowanie kariery.











