Angielska herbata: Brendan Rodgers wśród dużych chłopców


Od momentu objęcia Leicester City przez Brendana Rodgersa „The Foxes” są trzecim najlepiej punktującym zespołem Premier League

1 października 2019 Angielska herbata: Brendan Rodgers wśród dużych chłopców
www.teamtalk.com

W trzecim sezonie pracy w Liverpoolu Brendan Rodgers odleciał do krainy marzeń. Irlandczyk z Północy po zaledwie jednej udanej kampanii, nawet w obliczu rozczarowujących rezultatów, z tygodnia na tydzień szokował narcystycznymi wypowiedziami. Rzeczywistość brutalnie sprowadziła jednak szkoleniowca na ziemię. Obecnie wiadomo, że zwolnienie z Liverpoolu było najlepszym, co Brendanowi Rodgersowi mogło się przydarzyć. Początkiem prawdziwego okresu dojrzewania na ławce trenerskiej.     


Udostępnij na Udostępnij na

Porażka uczy więcej niż tysiąc zwycięstw. Obecnie doskonale zdaje sobie z tego sprawę Brendan Rodgers. Podpisując ponad siedem lat temu kontrakt z Liverpoolem, Irlandczyk z Północy złapał Pana Boga za nogi. Otrzymał szansę życia, by spełnić marzenia, prowadząc jeden z największych klubów Europy. Mimo że zatrudnienie Brendana Rogersa było spowodowane głównie niedostępnością szkoleniowców wyżej plasujących się na liście życzeń amerykańskich właścicieli, to szybko o tym zapomniano. W drugim sezonie pracy Irlandczyka z Północy na Anfield Road Liverpool zachwycał, ocierając się o mistrzostwo Anglii. Tytuł przegrał praktycznie w domowym spotkaniu z Chelsea. W meczu, w którym Liverpool wcale nie musiał wygrać.

Remis nadal stawiałby „The Reds” w lepszej sytuacji od Manchesteru City. Brendan Rodgers za wszelką cenę chciał jednak pokazać, że uczeń przerósł mistrza – chciał pokonać Jose Mourinho. To właśnie w tym spotkaniu okazało się, że Irlandczykowi z Północy jeszcze daleko do szkoleniowców z najwyższej półki. Liverpool przegrał nie tylko przez błąd Stevena Gerrarda, lecz także przez fakt, iż Irlandczyka z Północy zaślepiła ambicja.

Nawet mimo braku tytułu mistrzowskiego Brendan Rodgers został doceniony, otrzymując tytuł menedżera sezonu. Wtedy pojawiły się problemy. Irlandczyk z Północy stracił kontakt z rzeczywistością, a dopiero mocne uderzenie sprawiło, że wrócił na ziemię.

Jestem najlepszy, jestem najlepszy

Dalsza kariera szkoleniowca w Liverpoolu była ciągłą walką. Praktycznie ze wszystkimi i o wszystko. Przy czym należy zaznaczyć, że agresorem był Brendan Rodgers. Po otrzymaniu nagrody poczuł, że jest na szczycie świata, że posiadł wiedzę absolutną. Dziwiły kolejne decyzje. Desygnowanie rezerwowego składu na mecz w Madrycie przeciwko Realowi, by oszczędzać zawodników na ligowe spotkanie, czy ustawianie graczy na innych pozycjach. Czas Brendana Rodgersa kończył się w Liverpoolu w zastraszającym tempie. Wiedzieli to wszyscy oprócz szkoleniowca.

Dlaczego? Dlatego, że nadal operował w swoim wyimaginowanym świecie. Mimo kolejnych kompromitacji Brendan Rodgers publicznie deklarował, że nie ma od niego lepszego kandydata na stanowisko menedżera Liverpoolu. Narcyzm, samouwielbienie? Jak najbardziej, i to w zaawansowanym stadium. Nic więc dziwnego, iż decyzję o zwolnieniu Brendan Rodgers przyjął z szokiem i niedowierzaniem. W przeciwieństwie do reszty świata.

To samouwielbienie, narcyzm szkoleniowca jakby zostały ukarane. Brendan Rodgers w końcu zderzył się z rzeczywistością, w której nadal nie był godzien stawiać własnej osoby na jednym poziomie z czołowymi szkoleniowcami globu. Realny świat okazał się brutalny dla Irlandczyka z Północy, gdyż nadal nie mógł bawić się w futbol z dużymi dziećmi. W przypadku Brendana Rodgersa stanie w kącie przez kilka miesięcy przyniosło jednak pozytywne efekty. Głęboka refleksja i wyjście z baśniowej krainy umożliwiły uratowanie kariery.

Za pomocną dłoń podaną od władz Celticu szkoleniowiec odpłacił się zapchaniem klubowej gabloty licznymi trofeami. Brendan Rodgers wygrywał w Szkocji wszystko, i to wygrywał w fenomenalnym stylu, bijąc kolejne rekordy. Szybko można było dojść do wniosku, że na Celtic Park mimo prawie 61 tysięcy miejsc siedzących zrobi się dla szkoleniowca za ciasno. Brendan Rodgers czekał z utęsknieniem na zakończenie wygnania i powrót do piłkarskiego raju, powrót do Premier League. Drzwi szkoleniowcowi kołatającemu kolejnymi wygranymi z Celtikiem uchylili przedstawiciele Leicester City.

Brendan Rodgers i powrót z przytupem

Powrót Irlandczyka z Północy do angielskiej ekstraklasy był ciekawostką. Nikt, może poza kibicami Leicester City, nie oczekiwał niczego szczególnego. Od początku pracy na King Power Stadium Brendan Rodgers pokazuje jednak zupełnie inną twarz niż za czasów pobytu w Liverpoolu. Nie ma narcyzmu. Nie ma samozachwytu nad własnymi umiejętnościami. Są za to pokora i ciężka praca, które przynoszą efekty.

Pod wodzą Irlandczyka z Północy Leicester City zaczęło prezentować futbol przyjemny dla oka i skuteczny, który gwarantuje regularne gromadzenie punktów. Futbol, który daje ponadto nadzieję na walkę z najlepszymi. „The Foxes” w starciach z czołowymi klubami Premier League nie schylają głów, lecz szukają swoich szans na wygraną. Oprócz aspektów czysto sportowych Brendan Rodgers zmienił również mentalność zespołu.

W połączeniu wszystkie elementy sprawiły, że Leicester City od momentu przejęcia drużyny przez szkoleniowca (koniec lutego) do chwili obecnej jest trzecim najlepiej punktującym klubem w Premier League. Ustępuje tylko Liverpoolowi i Manchesterowi City – zespołom chyba już z zupełnie innej kategorii.

Świetne statystyki „The Foxes” pod wodzą Brendana Rodgersa przynoszą więcej pytań niż odpowiedzi. Czy Leicester City rzeczywiście stać na namieszanie w czołówce i miejsce gwarantujące grę w następnej edycji Ligi Mistrzów? Czy Brendan Rodgers jest gotowy, by otrzymać kolejną szansę w wielkim klubie? Rozwiązania otrzymamy być może dopiero pod koniec sezonu, choć obecnie można skłaniać ku odpowiedziom twierdzącym. Przynajmniej na drugie pytanie.

Mniej istotne, ale też ciekawe:

  • Męczyć, męczyć, by wymęczyć. W wyścigu dwóch koni o tytuł mistrzowski bez zmian. Mimo że ze sporymi problemami to zarówno Liverpool, jak i Manchester City zdołali odnieść zwycięstwa. W tym sezonie walka o wygranie Premier League powinna być jednak znacznie bardziej interesująca niż w poprzednim. Wiele niżej notowanych klubów przestało przegrywać mecze z oboma potentatami już w szatni. Obecnie szukają swoich szans na sensację i nierzadko za starania otrzymują nagrodę. Na zmianie podejścia teoretycznie słabszych zespołów zyskuje tylko Premier League.

  • Leżącego podobno się nie kopie, ale trudno nie wspomnieć o (nie)dyspozycji Watfordu. Zespół z Vicarage Road nadal nie odniósł choćby jednego zwycięstwa. Ostatnia lokata w tabeli, na której obecnie plasują się „The Hornets”, jest jak najbardziej zasłużona. W konsternację wprawia jednak głównie liczba straconych bramek – 20. Co prawda obrona Watfordu nigdy nie należała do najlepszych, ale to już trochę wstyd. Na Vicarage Road szybko muszą pozbierać się z ziemi, bo reszta stawki nie zamierza czekać. Kolejne mecze „The Hornets” bez zwycięstwa mogą tylko utwierdzić w przekonaniu, że Watford to główny kandydat do spadku. A przed sezonem ambicje na Vicarage Road były przecież naprawdę duże.
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski