Sporting Braga pokonał 4:1 Rio Ave w meczu czwartej kolejki portugalskiej Liga Sagres. Szczególnie podobać się mogła druga połowa spotkania, w której padły aż cztery bramki.
Jeżeli kibice zasiedli przed telewizorami dopiero w trakcie drugiej połowy starcia, to mogli być zachwyceni. Braga grała płynnie, a do tego co chwila widzieliśmy ciekawe sytuacje podbramkowe. O pierwszej części lepiej jak najszybciej zapomnieć. Ale po kolei…

Przed dzisiejszym meczem trudno było typować, kto wygra. Zarówno Sporting, jak i Rio Ave miały po pięć punktów. Gospodarze mogli się pochwalić lepszą ofensywą (pięć goli), ale za to Rio Ave w obecnych rozgrywkach straciło tylko jedną bramkę. Niestety, od początku rywalizacja nie zachwycała. Obydwie drużyny dosyć dobrze broniły, a przy tym nie potrafiły się zorganizować w grze ofensywnej. Nie pomagała też nasiąknięta wodą murawa. Po około dwudziestu minutach zdegustowani widowiskiem kibice wygwizdali gospodarzy, którzy momentami wyglądali naprawdę słabo.
W 27. minucie zawodnicy Sportingu mogli jednak wyjść na prowadzenie, gdy po dośrodkowaniu z rzutu rożnego do piłki wyszedł Douglao, ale jego uderzenie znakomicie obronił Oblak. Dwie minuty później ciekawie uderzał Ruben Micael, lecz strzał, choć silny, leciał wprost w bramkarza Rio Ave. W tych minutach gospodarze jednak przeważali, grali coraz ładniej dla oka i tworzyli akcje ofensywne. W końcu przyniosło to efekt. W 45. minucie w zamieszaniu w polu karnym najlepiej znalazł się Eder, który plasowanym uderzeniem dał Bradze prowadzenie. Przy takim wyniku piłkarze zeszli do szatni.

Po wznowieniu gry było o wiele ciekawiej, a momentami wręcz widowiskowo. Co najważniejsze, padały bramki. Początek to prawdziwy szok dla fanów Bragi, którzy spodziewali się kolejnych ataków i zdobycia następnych goli. Tymczasem to goście zupełnie niespodziewanie wyrównali. Stało się tak za sprawą Edimara, który uderzył z rzutu wolnego, a fatalny błąd popełnił stojący w bramce gospodarzy Beto i zrobiło się 1:1. Braga szybko się jednak pozbierała po straconym golu i już w 63. minucie znów prowadziła, gdy po dośrodkowaniu w pole karne pięknie głową uderzył Ruben Amorim.










