Pierwszy mecz w 2016 roku w Primera Division zakończył się bezbramkowym remisem. Właśnie dlatego kibice, którzy oglądnęli to spotkanie, mogą czuć pewien niedosyt, ale mecz naprawdę mógł się podobać, bo było w nim wszystko, czego można się spodziewać po derbowym pojedynku. Walki, determinacji, agresji, emocji i przede wszystkim świetnych akcji nie brakowało po obu stronach.
Pierwsze minuty spotkania mogły zaskakiwać, bo to Espanyol zamknął mistrzów Hiszpanii na własnej połowie. Akcje gospodarzy miały o wiele większy rozmach poparty agresją i to właśnie sprawiało problemy drużynie prowadzonej przez Luisa Enrique. Pod bramką Claudio Bravo często się w tym okresie kotłowało, ale gracze z Estadio Cornella-El Prat nie potrafili oddać groźnego strzału.
Dopiero po sześciu minutach Barcelonie oddaliła ciężar gry od własnego pola karnego. Nie oznacza to jednak, że „Duma Katalonii” zaczęła grać swoje, bo na to nie pozwalali gospodarze, którzy imponowali pressingiem. Mimo tego gościom udało się przeprowdzić groźną akcję zakończoną wrzutką w pole karne, której zupełnie nie spodziewał się Jordi Alba i w efekcie nie oddał nawet strzału na bramkę Paua Lopeza.
Messi i spółka w kolejnych minutach nadal nie mogli złapać właściwego rytmu. Ich akcje przeprowadzane były głównie lewą stroną, na której z agresywnie grającymi rywalami nie mógł poradzić sobie Neymar. Brazylijczyka kilkakrotnie nieprzepisowo atakowano, ale sędzia niechętnie sięgał do kieszeni po kartki.
Z każdą minutą gra coraz bardziej się zaostrzała za sprawą agresywnych, ostro, by nie powiedzieć chamsko grających gospodarzy. Negatywne emocje w tym spotkaniu widoczne były szczególnie od 22. minuty, kiedy to Alvaro Gonzalez popchnął Javiera Mascherano przy wykonywaniu jednego z wielu rzutów rożnych dla Espanyolu. Sędzia Jose Luis Gonzalez obu zawodnikom pokazał żółtą kartkę, choć Argentyńczyk w tej sytuacji nic nie zrobił. Zaledwie kilka sekund po tym zdarzeniu znów iskrzyło między tą dwójką, a prowodyrem okazał się Mascherano, który nie zamierzał odpuścić obrońcy Espanyolu, puszczając mu wiązankę słowną. Defensor gospodarzy po raz kolejny go popchnął, ale tym razem arbiter nie pokazał kolejnych kartek.
Barcelona pomimo problemów z atakiem pozycyjnym stworzyła sobie kilka groźnych sytuacji, ale w żadnej z nich „Blaugranie” nie udało się oddać strzału na bramkę rywala. Dopiero w 35. minucie w spojenie z rzutu wolnego trafił Leo Messi. Espanyol przeprowadzał groźne akcje, ale tylko w jednej z nich pachniało golem, a przed jego utratą „Barcę” uratował Gerard Pique, wybijając piłkę niemal z linii bramkowej. Głównie dzięki bardzo dobrej postawie Espanyolu w pierwszej części meczu oglądaliśmy wyrównane, intensywne i trzymające w napięciu spotkanie. Pozostawało jednak pytanie, jak długo drużyna Constantina Galki wytrzyma tempo, które sama narzuciła.
https://twitter.com/J_Krecidlo/status/683312938225123329
Druga połowa pokazała, że Espanyol potrafi zagrać całe spotkanie na podobnym poziomie. Jedynym trudnym momentem był pierwszy kwadrans, w którym „Barca” zamknęła gospodarzy na własnej połowie, zmuszając ich do desperackiej walki w obronie. Już w 47. minucie Neymar powinien strzelić bramkę po świetnej akcji Luisa Suareza, ale jego strzał zablokował Victor Alvarez.











