Bezdomni – patologia czy folklor polskiej ekstraklasy?


O beniaminkach, którzy domowe spotkania grali i grają na wyjeździe

26 lipca 2019 Bezdomni – patologia czy folklor polskiej ekstraklasy?
Wiki Commons

Awans do ekstraklasy dla każdego zespołu jest sporym sukcesem. W ostatnich latach beniaminkowie notorycznie nie są jednak przygotowani do gry w elicie pod względem infrastruktury. Komisja ds. Licencji przymyka oko, a kluby domowe mecze rozgrywają na wyjeździe. Szumne zapowiedzi, że podobna sytuacja nie będzie akceptowana w przyszłości, kończą się na słowach. Bezdomne kluby ekstraklasy to patologia czy smutna konieczność?


Udostępnij na Udostępnij na

Sensacyjny awans Sandecji do ekstraklasy postawił Nowy Sącz w stan euforii. Po radości nadszedł jednak długi czas zadumy. Promocja oprócz wymagań sportowych niosła ze sobą potrzebę inwestycji infrastrukturalnych. Stadion im. Władysława Augustynka nie spełniał niezbędnych wymagań. Władze klubu szybko zapowiedziały renowację, by przystosować obiekt do wymagań ekstraklasy. Prace musiały jednak potrwać, więc w Nowym Sączu rozpoczęli poszukiwania stadionu zastępczego. Po rozmowach z paroma klubami wybór władz Sandecji padł ostatecznie na oddalony o prawie osiemdziesiąt kilometrów obiekt w Niecieczy.

Rozmawialiśmy z Cracovią, lecz zażądała dwa razy więcej pieniędzy niż klub z Niecieczy. Natomiast ze Stalą [Mielec] mogliśmy dojść do porozumienia, jednak tam jest problem innego rodzaju. Późną jesienią musielibyśmy się wyprowadzić, ponieważ brak tam podgrzewanej murawy – argumentował rzecznik prasowy Sandecji Nowy Sącz Marcin Rogowski.

W trakcie procesu licencyjnego klub z Nowego Sącza został objęty nadzorem finansowym oraz prawnym. Mimo gry w roli gospodarza na obcym obiekcie i wielu zastrzeżeń Komisja ds. Licencji Klubowych zdecydowała się zezwolić Sandecji na grę w ekstraklasie.

A po co stadion w Nowym Sączu?

Przyznanie licencji klubowi niespełniającemu podstawowych wymagań wzbudziło liczne kontrowersje. Tym bardziej że zapał do renowacji obiektu w Nowym Sączu po przyznaniu licencji szybko osłabł. Plany pozostały planami, a na „domowych” spotkaniach Sandecji obiekt w Niecieczy najczęściej straszył pustymi krzesełkami.

Wszyscy doskonale pamiętamy tweeta Zbigniewa Bońka, prezesa PZPN, w którym jasno się wyraził, że takie coś nie powinno mieć już miejsca. Niestety jak widać takie patologie cały czas są i mają się dobrze. Z drugiej strony nie dziwię się, bo trudno byłoby mi wyrzucić albo po prostu nie dopuścić drużyny do rozgrywek, bo ta ma nieodpowiedni stadion. To bardzo trudny temat – mówi dziennikarz i entuzjasta polskiej ekstraklasy Wojciech Bąkowicz.

Początkowe optymistyczne plany, by Sandecja w rundzie wiosennej mogła rywalizować w domowych spotkaniach już na własnym stadionie, spełzły na niczym. Z racji rozpaczliwej walki o utrzymanie widmo spadku stawało się coraz bardziej realne. Tym samym nowocześniejszy obiekt przestał być priorytetem dla władz Sandecji. „Biało-czarni” ostatecznie pożegnali się z ekstraklasą po zaledwie jednym sezonie. Wszystkie spotkania w roli gospodarza rozgrywali na obcych stadionach (mecz z Cracovią klub z Nowego Sącza rozegrał w Mielcu). Pół roku po degradacji ogłoszono plany budowy nowego obiektu mającego pomieścić ponad osiem tysięcy widzów. Prace idą jednak w podobnym tempie do renowacji Stadionu im. Władysława Augustynka w trakcie kampanii 2017/2018, czyli bardzo, bardzo powoli.

Powtórka z rozrywki?

Podobna historia miała się już nie wydarzyć. Jednak po zaledwie dwóch latach kolejny zespół niedysponujący obiektem na miarę ekstraklasy otrzymał licencję na grę w najwyższej klasie rozgrywkowej. W poprzednim sezonie Raków Częstochowa w imponującym stylu wygrał rozgrywki I ligi oraz awansował do półfinału Pucharu Polski. Już wtedy prezes PZPN Zbigniew Boniek zwracał uwagę na konieczność niezbędnych inwestycji.

Podobnie jak w przypadku Sandecji po awansie z rozmachem ogłoszono plany renowacji dotychczasowego stadionu. Wyznaczono nawet ambitny termin powrotu na obiekt w Częstochowie – początek rundy wiosennej obecnego sezonu. Do tego momentu Raków Częstochowa spotkania w roli gospodarza będzie rozgrywać w Bełchatowie. Mimo iż tym razem plany być może zostaną zrealizowane, to cała sytuacja przypomina działania klubu z Nowego Sącza.

Prezes z pewnością zdaje sobie sprawę z tego, że to jest – nie ukrywajmy – kontynuacja tejże patologii, ale z drugiej strony chciałby też docenić wysiłek drużyny, która mimo kiepskiego zaplecza znalazła się wśród szesnastu najlepszych polskich drużyn. Raków przynajmniej w przeciwieństwie do Sandecji stara się o budowę nowego stadionu, a to już zawsze coś… – dodaje nasz rozmówca.

Na kontynuowaniu przymykania oka na braki beniaminków w sferze infrastruktury oprócz kibiców cierpi także wizerunek rozgrywek. Naginanie regulaminu, byle tylko dany zespół mógł spełnić minimalne wymagania, i nakładanie kolejnych nadzorów sprawiają, iż polska ekstraklasa oddala się od zachodnich lig już nie tylko pod względem sportowym.

Nie da się ukryć, że to psuje i tak już nadszarpnięty wizerunek naszej ekstraklasy. Najbardziej szkoda po prostu kibiców, którzy cały zeszły sezon masowo wspierali swoich ulubieńców, a dzisiaj muszą dojeżdżać (chyba około 150 km w dwie strony). Neutralni widzowie raczej nie powinni mieć nic przeciwko – zwłaszcza ci z Bełchatowa – podsumowuje Wojciech Bąkowicz.

***

Przykłady Sandecji Nowy Sącz oraz Rakowa Częstochowa sprawiają, że wizja powiększenia polskiej ekstraklasy do osiemnastu zespołów jeszcze długo pozostanie iluzją. Skoro obecnie niektórzy beniaminkowie mają problemy z dostosowaniem obiektów do kryteriów wymaganych w najwyższej klasie rozgrywkowej, to co dopiero kilka zespołów z I ligi. Dlatego ekstraklasa pozostanie w szesnastozespołowym składzie. Tak, by przymykać oko na braki beniaminków jak najrzadziej.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski