Dobre spotkanie obejrzeli fani w północnym Londynie, gdzie Arsenal podejmował Olympique Marsylia. Żaden z zawodników nie zdołał wpisać się na na listę strzelców, ale obydwie drużyny stworzyły sobie liczne sytuacje bramkowe. W pierwszym składzie „Kanonierów” tradycyjnie wybiegł Wojciech Szczęsny.
Niespodziewanie Arsene Wenger zostawił na ławce błyszczącego w ostatnich tygodniach van Persiego. Kapitana Arsenalu w pierwszej jedenastce zastąpił Koreańczyk Park Ju-Young, który do tej pory nie miał wielu okazji do udowodnienia swojej wartości. Do składu londyńczyków powrócił za to kontuzjowany ostatnio Thomas Vermaelen, który od razu przywdział opaskę kapitana.

Mecz rozpoczął się niezwykle ciekawie, obydwie drużyny od początku rzuciły się do ataku. Lepiej prezentowali się goście, którzy już w 1. minucie mogli wyjść na prowadzenie. Na szczęście dla Wojciecha Szczęsnego, strzał Loica Remy’ego przeleciał obok słupka. W 5. minucie w dobrej sytuacji znalazł się Andre Ayew, który uderzył mocno, ale niecelnie i piłka znowu minęła bramkę. Chwilę później po raz kolejny zagotowało się pod bramką gospodarzy. Po małym zamieszaniu w polu karnym do piłki dopadł Remy, ale jego strzał odbił się od jednego z obrońców i wyleciał za końcową linię boiska.
W 10. minucie do głosu doszli zawodnicy Arsenalu. Prostopadłe podanie ze środa pola przejął Theo Walcott, który wbiegł w pole karne i uderzył piłkę w kierunku dłuższego słupka, ale świetnie zachował się Mandanda i sparował ją na rzut rożny. Pięć minut później na strzał z dystansu zdecydował się Gervinho. Skrzydłowy Arsenalu kąśliwym uderzeniem z dwudziestu metrów próbował zaskoczyć francuskiego golkipera, ale trafił prosto w jego ręce. Chwilę później z Remym zabawił się Szczęsny, który… zaczął się kiwać z napastnikiem Marsylii we własnym polu karnym. Na szczęście dla podopiecznych Wengera, ryzykowne sztuczki Polaka zakończyły się względnie bezpiecznym wybiciem futbolówki w pole.
Wymiana ciosów nabrała tempa, mecz mógł się podobać. W 20. minucie potężnym strzałem z dystansu Szczęsnego próbował zaskoczyć Mathieu Valbuena, ale minimalnie chybił. Już sześćdziesiąt sekund później „Kanonierzy” powinni prowadzić 1:0. Ładną wymianą podań na lewej stronie boiska popisali się Walcott i Andre Santos, po której Brazylijczyk wrzucił piłkę w pole karne. Metr przed bramką dopadł do niej Aaron Ramsey, ale posłał futbolówkę w trybuny. Niedługo potem znowu przypomniał o sobie Remy. Tym razem francuski snajper dostał piłkę na linii pola karnego i od razu zdecydował się oddać strzał – znowu niecelny. Kilka następnych minut to prawdziwy popis reprezentanta Wybrzeża Kości Słoniowej, Gervinho. Skrzydłowy Arsenalu w ciągu czterech minut oddał dwa strzały (dwukrotnie lepszy okazał się Mandanda) i raz po pięknym rajdzie lewą flanką wyłożył piłkę Ramseyowi. Kapitan reprezentacji Walii nie miał jednak swojego dnia, gdyż po raz kolejny skiksował, znajdując się w wyśmienitej okazji do zdobycia gola.










