Jagiellonia Białystok wróciła na zwycięską ścieżkę w Lidze Europy, ale nie potrafi przełożyć tego na regularne punktowanie w Ekstraklasie. W czwartek na drodze zespołu Adriana Siemieńca stanie RSC Anderlecht, który również nie rozpoczął europejskiej kampanii po swojej myśli. Czy gospodarze wykorzystają atut własnego boiska, czy belgijski zespół pogłębi ich problemy? Jedno wydaje się pewne – kibice niekoniecznie muszą być świadkami ofensywnego widowiska.
Jagiellonia i studnia bez dna
Ostatnie tygodnie nie są łatwe dla Jagiellonii Białystok. Zespół Adriana Siemieńca wpadł w wyraźny dołek, a kolejne porażki zaczęły podważać pewność siebie drużyny, która jeszcze niedawno potrafiła zachwycać organizacją gry i odważnym podejściem do rywali.
Zwycięstwo 3:1 nad Ararat-Armenią w Lidze Europy pozwoliło na chwilę odetchnąć. Było to jednak przełamanie jedynie na europejskiej arenie. Już kilka dni później Jagiellonia przegrała na wyjeździe z Zagłębiem Lubin 0:1, ponownie tracąc punkty w Ekstraklasie. Wcześniej musiała uznać wyższość Górnika Zabrze, a także Legii Warszawa.

Problemem Białostoczan pozostaje przede wszystkim brak stabilności. Drużyna potrafi pokazać fragmenty dobrej gry, ale coraz trudniej przekłada je na korzystny rezultat. W momentach, w których potrzebna jest cierpliwość, dokładność i konsekwencja, pojawiają się błędy, a przeciwnicy potrafią je wykorzystać.
Czwartkowe spotkanie będzie więc czymś więcej niż kolejną rywalizacją o punkty. To szansa na odbudowanie pewności siebie i udowodnienie, że zwycięstwo nad Araratem nie było jedynie dopełnieniem formalności przed teoretycznie słabszym rywalem.
RSC Anderlecht belgijską Jagiellonią?
Anderlecht to jeden z najbardziej utytułowanych klubów belgijskich. Ma na koncie dziesiątki krajowych trofeów i bogatą historię występów w europejskich pucharach. Sama nazwa może budzić respekt, jednak obecnie nie oznacza to automatycznie, że Jagiellonię czeka rywal nieosiągalny.
Belgowie również nie rozpoczęli fazy ligowej Ligi Europy idealnie. Na inaugurację przegrali u siebie z Olympique Lyon 1:2, a następnie ulegli Dinamu Zagrzeb 0:1. Po dwóch kolejkach pozostawali zatem bez punktów, co sprawia, że mecz w Białymstoku ma znaczenie dla obu drużyn.

W przypadku Anderlechtu warto zwrócić uwagę na dysproporcję pomiędzy reputacją klubu a aktualnymi rezultatami. Nie jest to zespół, który można lekceważyć, ale jego europejskie występy pokazały, że ma problemy z przekuwaniem swojej gry na bramki i korzystne wyniki.
Jagiellonia powinna wykorzystać ten fakt. Nie oznacza to jednak, że wystarczy oddać rywalowi piłkę i czekać na jego pomyłki. Anderlecht ma w składzie zawodników zdolnych do rozstrzygnięcia spotkania pojedynczym zagraniem, dlatego gospodarze będą musieli zachować koncentrację przez pełne 90 minut.
Pora na analizę
W starciu z zespołem z Brukseli szczególnie istotne będą organizacja defensywy i kontrola środkowej strefy boiska. Anderlecht dysponuje zawodnikami, którzy potrafią wymieniać podania w ciasnych przestrzeniach, szukać wolnych sektorów i przyspieszać grę po znalezieniu luki w ustawieniu przeciwnika.
Jednym z ważniejszych elementów może okazać się gra w bocznych sektorach. Rozciąganie defensywy, ruch skrzydłowych oraz wymienność pozycji pomagają tworzyć przestrzeń zarówno do dośrodkowań, jak i do wejść w pole karne. Dla Jagiellonii oznacza to konieczność uważnego pilnowania nie tylko zawodnika z piłką, lecz także jego partnerów wbiegających za linię obrony.
Nie należy jednak zakładać, że RSC Anderlecht od pierwszych minut ruszy do zdecydowanego ataku. Dotychczasowe wyniki w Lidze Europy sugerują, że skuteczność pozostaje ich problemem. Goście mogą więc postawić na ostrożniejsze podejście, zabezpieczyć środek pola i cierpliwie czekać na błędy gospodarzy.
Dla Jagiellonii najważniejsze będzie unikanie strat w newralgicznych strefach oraz szybkie reagowanie po utracie piłki. Jeśli podopieczni Siemieńca pozwolą rywalom swobodnie rozgrywać akcje i znajdować wolne przestrzenie między formacjami, mogą mieć poważne problemy.
Kogo się obawiać?
RSC Anderlecht nie przyjeżdża do Białegostoku z jedną gwiazdą, od której zależy cała ofensywa. W jego kadrze znajdują się jednak zawodnicy potrafiący rozstrzygnąć spotkanie indywidualną akcją. Szczególną uwagę należy zwrócić na Adriano Bertacciniego, Thelo Aasgaarda oraz Tawfika Bentayeba.
Szczególnie defensywa Jagiellonii powinna uważać na Adriano Bertacciniego. Belgijski napastnik dał się poznać jako skuteczny strzelec jeszcze w barwach Sint-Truidense, gdzie w sezonie 2024/2025 zdobył 21 bramek w lidze belgijskiej. Taki dorobek zapewnił mu miejsce wśród najlepszych strzelców rozgrywek i zwrócił uwagę Anderlechtu, który sprowadził go latem 2025 roku. W ostatnich spotkaniach trener klubu z Belgii – Vitor Bruno wyciągał Adriano jak asa z rękawa. Ostatnie sześć meczów w lidze, w których wchodził na koniec spotkania z ławki, zakończył z czterema golami na koncie.
Drugim piłkarzem, którego warto obserwować, jest Thelo Aasgaard. Norweski ofensywny pomocnik dołączył do Anderlechtu po występach w Rangers FC, gdzie w sezonie 2025/2026 zdobył siedem bramek i pięć asyst w lidze szkockiej. To zawodnik, który potrafi nie tylko uczestniczyć w rozegraniu, ale również samemu wejść w pole karne i zakończyć akcję. Aasgaard jest też reprezentantem Norwegii. W barwach kraju strzelił sześć bramek w 12 występach. W Białymstoku zobaczymy go po raz drugi. Jeszcze w barwach Rangers zmierzył się z Jagiellonią 6 sierpnia w kwalifikacjach do Ligi Europy na Chorten Arenie. Mecz wygrała wtedy „Jaga” wynikiem 2:1.
Warto przyjrzeć się również Tawfikowi Bentayebowi. Marokański napastnik prezentuje dobrą skuteczność w rozgrywkach krajowych – zdobył trzy bramki w sześciu występach ligowych. To zawodnik, którego nie można oceniać wyłącznie przez pryzmat europejskich statystyk. Jeśli otrzyma szansę gry, może stanowić dodatkowe zagrożenie dla defensywy Białostoczan.
Nostalgia
Anderlecht ma już za sobą kilka europejskich rywalizacji z polskimi zespołami. Co ciekawe, dotychczasowe spotkania nie układały się po myśli naszych reprezentantów, a belgijski klub za każdym razem potrafił wyeliminować przeciwnika.
Pierwszym takim przypadkiem był dwumecz z Widzewem Łódź w sezonie 1981/1982. Belgowie wygrali w Polsce 4:1, a następnie zwyciężyli u siebie 2:1. W obu spotkaniach do siatki trafiał Włodzimierz Smolarek, ale jego gole nie wystarczyły, by odwrócić losy rywalizacji.
Kilka lat później Anderlecht zmierzył się z Górnikiem Zabrze. Zwycięstwo 2:0 w pierwszym meczu i remis 1:1 w rewanżu dały Belgom awans do kolejnej rundy.
Ostatnim polskim przeciwnikiem Anderlechtu przed Jagiellonią była Wisła Kraków w eliminacjach Ligi Mistrzów w sezonie 2003/2004. Belgowie wygrali pierwsze spotkanie 3:1, a w rewanżu zwyciężyli 1:0, ponownie zamykając polskiej drużynie drogę do awansu.
Historia nie rozstrzygnie jednak czwartkowego spotkania. Od ostatniego z tych dwumeczów minęły ponad dwie dekady, a futbol zmienił się znacząco. Dla Jagiellonii będzie to okazja, by dopisać nowy rozdział do rywalizacji polskich klubów z Anderlechtem i przerwać niekorzystną serię.
Na papierze mecz widowiskowy, a w praktyce bez większych emocji?
Wiele wskazuje na to, że nie musi być to spotkanie obfitujące w gole. Jagiellonia nie prezentuje obecnie stabilnej formy, a jej problemy z regularnym punktowaniem mogą przełożyć się na bardziej zachowawczą postawę. Z kolei RSC Anderlecht, mimo jakości w składzie, nie potrafił dotąd znaleźć odpowiedniej skuteczności w Lidze Europy.
Kluczowe może okazać się pierwsze trafienie. Jeśli Jagiellonia obejmie prowadzenie, zyska szansę, by skupić się na organizacji defensywy i szukaniu okazji po kontratakach. Jeśli jednak to Belgowie strzelą jako pierwsi, gospodarze będą musieli zaryzykować, co może otworzyć przestrzenie dla szybkich ataków gości.
Atut własnego boiska może pomóc gospodarzom, jednak nie zwalnia ich z obowiązku poprawy gry w defensywie i większej dokładności w rozegraniu. Belgowie mają wystarczająco dużo jakości, by wykorzystać każdy moment dekoncentracji. Dla Jagiellonii będzie to ważny sprawdzian charakteru – i szansa, by pokazać, że potrafi wyjść z kryzysu.











