Miniona kolejka przyniosła nam kilka niespodzianek. Po wynikach, jakie padają w T-Mobile Ekstraklasie, można dojść do wniosku, że nasza liga jest nieprzewidywalna. Cóż, jedni nią gardzą, inni się nią pasjonują. Specjalnie dla tych, którym nie jest ona obojętna, powracamy z cyklem Barwy Ekstraklasy.

Głównym wątkiem, jaki chciałbym poruszyć w tym tygodniu, jest forma Artioma Rudneva. Łotysz w ośmiu spotkaniach T- Mobile Ekstraklasy zdobył aż 12 bramek, co sprawia, że zdecydowanie wyprzedza konkurentów w walce o koronę króla strzelców. Warto dodać, że w całym poprzednim sezonie napastnik Lecha strzelił o jednego gol mniej! Czy można się jednak ekscytować zdobyczą bramkową tego zawodnika? Oczywiście jego dotychczasowy wynik w naszych realiach może powalać na kolana, ale nie zapominajmy, że T-Mobile Ekstraklasa do najlepszych lig w Europie nie należy.

Już w zeszłym sezonie Rudnev pokazał, na co go stać. W obecnych rozgrywkach przechodzi jednak sam siebie. Łotysz bardzo często dochodzi do sytuacji strzeleckich, piłka sama szuka go w polu karnym. Jest silnym zawodnikiem dzięki czemu świetnie potrafi się zastawiać. Ma niezłe uderzenie zarówno z prawej jak i z lewej nogi. Ponadto bardzo dobrze gra głową. Wszystkie te cechy sprawiają, że można by go nazwać napastnikiem kompletnym. Ilu jednak w naszej lidze było już tak świetnych zawodników, którzy po sezonie dobrej gry wyjeżdżali za granicę, a później wracali z podkulonymi ogonami? Przykładem może być chociażby Radosław Matusiak, który z Polski wyjeżdżał jako gwiazda, a wszyscy wiemy, jak później potoczyły się jego losy. Rudnevsowi oczywiście życzę jak najlepiej. Wydaje się, że to właśnie zimowe okienko będzie najlepszym momentem na sprzedanie Łotysza. Kto wie, jak będzie prezentował się wiosną? Do Poznania napłynie zapewne wiele korzystnych ofert nie tylko dla klubu, ale i dla samego zawodnika. W naszej lidze Rudnevs raczej już się nie rozwinie. Nie warto więc zatrzymywać go na siłę, ponieważ w tej chwili Lech może zarobić na tym zawodniku co najmniej pięć milionów euro.












