Białorusini pokonali na wyjeździe Austriaków ze Sturmu Graz 2:0 i mimo że przez większą cześć meczu desperacko się bronili, bez problemu awansowali do Champions League. Gole strzelali Wołodko i Simić.
W być może najnudniejszej parze decydującej fazy eliminacji Ligi Mistrzów spotkały się drużyny BATE Borysów oraz Sturmu Graz. W pierwszym meczu padł remis 1:1, sprawa awansu była więc otwarta, choć z lekką przewagą po stronie Austriaków, którzy cieszyli się z gola strzelonego na wyjeździe.
To właśnie gospodarze rozpoczęli mecz z wysokiego C. Kolejne ataki sunęły na bramkę strzeżoną przez Aleksandra Gutora, który uwijał się jak w ukropie, by nie pozwolić futbolówce na przekroczenie linii bramkowej. Świetnie prezentowała się ofensywa Austriaków, zwłaszcza Wolf i Holtz. Ogłuszający doping wzmocniony dźwiękiem bębnów tylko potęgował przeczucie, że lada chwila padnie bramka. Z czasem obrona BATE, mówiąc kolokwialnie, się ogarnęła i przestała bezproblemowo wpuszczać rywali w pole karne. Białorusini sami starali się raz na jakiś czas podejść w okolice „szesnastki” gospodarzy, ale na staraniach się kończyło. Nie można było z bliska, trzeba było próbować z daleka. Strzał Renana był może i ładny, ale niestety dla niego, a stety dla Gratzeia, niecelny. Po upływie pół godziny kolejną doskonałą okazję miał Strum. Wolf wbiegł w pole karne i zapomniał, którą nogą ma strzelać. Nie mogąc dojść do satysfakcjonujących konstatacji, wybił futbolówkę przed siebie. Gdy już wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się bezbramkowym remisem, Aleksandr Wołodko zdecydował się strzelić gola z dystansu. Miał dobry plan – przejął piłkę i ją kopnął. Dzięki temu zdobył bramkę z dystansu. Lepsi dotychczas Austriacy nagle znaleźli się w Lidze Europy, nie Mistrzów. Do końca pierwszej połowy nie wydarzyło się już nic godnego uwagi.

Wracając na boisko, piłkarze Sturmu wiedzieli, co muszą zrobić. Pierwszy strzelony gol da im dogrywkę, drugi awans. Problemów motywacyjnych nie było. Były za to problemy ze skutecznością pogłębiające się z każdą minutą i każdą zmarnowaną okazją. Na bramkę Gutora strzelali kolejno Szabics, Wolf i Haas. Potem znów Szabics, potem znów Szabics. Sturm naprawdę był wyraźnie lepszy, ale to nie zmieniało faktu, że minuty ciągle uciekały, a wynik się nie zmieniał. Zmienił się dopiero w 70. minucie, ale nie tak, jak by tego chcieli gospodarze. BATE Borysów wykorzystało bardzo beztroskie krycie Austriaków przy rzucie wolnym, strzelając drugiego gola, którego autorem był Marko Simić. Teraz do awansu gospodarzom potrzebne były już trzy bramki. Niemożliwe. Niby miejscowi ciągle się starali, niby atakowali i próbowali zdobyć chociażby honorowego gola, starania pozostawały staraniami. Przyjezdni umiejętnie się bronili, nie podejmowali wielkiego ryzyka. Wiedzieli, że są o krok od piłkarskiego raju.










