Pisząc o polskim futbolu, zwykle trudno znaleźć jakiekolwiek pozytywy. Dziś jednak zaserwujemy sto procent rzeczowych argumentów za tym, że Wisła awansuje do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Jednocześnie mamy nadzieję, że po dzisiejszym wieczorze tekst nie straci na ważności…
Reforma Platiniego – co prawda ten argument towarzyszył już zeszłorocznym wojażom Lecha Poznań po czeskiej Pradze, ale możemy (i musimy) używać go w nieskończoność. Po zmianach, jakie nastąpiły, tak naprawdę łatwiej awansować mistrzowi kraju do LM aniżeli wicemistrzowi do LE. Tym bardziej że Wisła przystępowała do losowania jako rozstawiona. Szerzej o szczęściu Wisły można przeczytać TUTAJ.

Kibice – wszyscy stoją, szaliki w górę, zdzieramy gardła! Doping był dużą siłą krakowskiego zespołu już w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu. Poza tym widoczna jest chemia na linii kibice – piłkarze. Przypomnijmy chociażby fakt, kiedy meczu nie mógł rozegrać Patryk Małecki, zamiast oglądać mecz w telewizji albo na stadionie wśród VIP-ów, poprowadził doping na sektorze najzagorzalszych sympatyków.
Stadion – ten punkt ściśle wiąże się z poprzednim. Wisła bowiem od niepamiętnych czasów od strony kibicowskiej należała do krajowej czołówki. Ale teraz, na przebudowanym stadionie, doping wygląda jeszcze efektowniej. Z takim stadionem możemy śmiało wysyłać mistrza Polski w świat.
Transfery do klubu – wszystkie przedsezonowe założenia w tej dziedzinie zostały zrealizowane. Zmiennik Genkowa (Bilton), wzmocnienie defensywy (Lamey, Jovanović, Diaz,), zatrzymanie w klubie Chaveza, alternatywa w pomocy (Nunez) i podniesienie jakości ofensywnego kwartetu (Iliew). Na razie jednak trudno oceniać. Możemy mieć tylko nadzieję, że będą to wzmocnienia na miarę poprzedniego okna transferowego.
Transfery z klubu – a te, no właśnie, były zaprzeczeniem polityki transferowej polskich klubów z poprzednich lat. Po zdobyciu mistrzostwa zwykle następowała wielka wyprzedaż czołowych zawodników. Spośród graczy pierwszego składu z Wisły odszedł jedynie Cikos. Poza tym Kraków opuścili rezerwowi, czyli ci, którzy nie spełnili pokładanych w nich oczekiwań (Boukhari, Branco, Siwakow, Żurawski, Rios).
Ivica Iliew – mimo iż został wyróżniony w kategorii „transfery”, bez wątpienia zasługuje na osobną rubrykę. Poważny kandydat na pierwszy skład. Niby nic dziwnego, ale jego konkurentem jest Kirm, dla którego poprzedni sezon był najlepszym w dotychczasowej karierze. Niegdyś nominowany do nagrody dla najlepszego dryblera Bundesligi, więc pojedynki ze słabymi (bądź co bądź) piłkarzami mistrzów Łotwy czy innych Słowacji nie powinny stanowić dla niego żadnych problemów.











