„Duma Katalonii” zdołała przerwać serię dwóch ligowych porażek z rzędu i pokonała na wyjeździe Almerię. Trzeba jednak przyznać, że podopieczni Luisa Enrique długo męczyli się ze słabszym rywalem i wygrali w zasadzie „rzutem na taśmę”. Takich problemów nie miał Real, który na własnym stadionie Rayo Vallecano
Jako pierwsza na boisko wyszła Barcelona i już od początku meczu można było odnieść wrażenie, że goście mogą mieć spore problemy z wywiezieniem kompletu punktów. Tym bardziej że na ławce rezerwowych usiedli Xavi, Pique czy Suarez.
Jednakże po okresie marazmu „Duma Katalonii” stanęła przed świetną okazją do ukąszenia po raz pierwszy swojego rywala. Tyle że strzał Rakiticia został obroniony, zaś dobijający Messie fatalnie spudłował. Pojawiają się pytania, czy na Argentyńczyku nie ciąży klątwa Telmo Zarry, którego goni w klasyfikacji najlepszych strzelców La Liga. Bo trudno inaczej wytłumaczyć coś takiego:
https://www.youtube.com/watch?v=0I_ZyBLe7qg
Mimo wszystko można było się spodziewać, że Barcelona z każdą minutą będzie coraz bardziej dominowała, a kwestia strzelenia gola rozwiąże się bardzo szybko. To jednak nie miało miejsca, a coraz groźniej zaczęli odgryzać się gospodarze. I po kontrze spowodowanej stratą Messiego udało im się zaskoczyć faworyzowanego rywala.
https://www.youtube.com/watch?v=zLlOwjUE06M
Ze strzelcem bramki jest związana, tak na marginesie, dość ciekawa anegdota:
https://twitter.com/tomekpasieczny/status/531108947860946944
Z tego względu już od początku drugiej części gry na boisku pojawili się Neymar oraz Suarez . To jednak nie wniosło jakiegoś ożywienia do poczynań podopiecznych Luisa Enrique. Gospodarze zaś grali bardzo uważnie w obronie, jednakże udało im się kilka razy przyprawić o szybsze bicie serca kibiców Barcelony.
Gościom brakowało co prawda szczęścia, bo w drugiej połowie trafili w poprzeczkę, ale marne to wytłumaczenie, jeśli ich rywalem był zespół, który ani razu nie wygrał w tym sezonie na własnym obiekcie. W 71. minucie Barcelonie udało się dopiąć swego, trzeba jednak przyznać, że mieli w tej akcji sporo szczęścia, bo piłka po strzale Neymara odbiła się od jeszcze od jednego z obrońców gospodarzy.
Kilka minut później przyjezdni mogli, i w zasadzie powinni, wyjść na prowadzenie, ale piłka po strzale Messiego trafiła w poprzeczkę. Co nie udało się największej gwieździe Barcelony, udało się kilkadziesiąt sekund później Albie i stało się jasne, że marzenia miejscowych o sensacji prysły jak bańka mydlana.
Barcelona wygrała ten mecz, ale trudno jest powiedzieć, że kłopoty, jakie miała drużyna we wcześniejszych meczach, odeszły w niepamięć. Znowu szwankowała skuteczność, a także druga linia, której po raz kolejny w zasadzie nie było. A gościom należą się słowa pochwały, bo bardzo długo byli w stanie opierać się atakom faworyzowanego rywala.
Zupełnie inaczej wyglądać zaś mecz Realu z Rayo Vallecano. Gościom trzeba co prawda oddać, że nie wystraszyli się faworyzowanych gospodarzy i tak jak zwykle grali bardzo odważnie i długo utrzymywali się przy piłce.












