Barcelona nauczycielem, Messi bohaterem, Lyon „outsiderem”


Magiczny Messi przyćmił swoim występem Cristiano Ronaldo, a Barcelona udzieliła Lyonowi srogiej lekcji futbolu

14 marca 2019 Barcelona nauczycielem, Messi bohaterem, Lyon „outsiderem”

Mecz na Camp Nou zapowiadał się jako thriller w wydaniu hiszpańsko-francuskim, jednak coś takiego nie miało miejsca. Barcelona stłamsiła Lyon już od pierwszej minuty i zdemolowała w końcowym kwadransie. Wiedzieliśmy, że "Barca" jest faworytem, ale nie sądziliśmy, że rozmiary zwycięstwa będą tak ogromne. Kluczowa w tym zasługa Messiego, który rozegrał spotkanie na kosmicznym poziomie, notując dwie bramki i dwie asysty.


Udostępnij na Udostępnij na

Katalończycy musieli bronić honoru klubów z Hiszpanii po tym, jak reszta ekip poniosła swoje porażki. Obaw przed wczorajszym meczem było sporo, Lyon potrafił bowiem nieraz powstrzymywać lepszych od siebie, a obecna Liga Mistrzów zdążyła już dostarczyć niespodziewanych wydarzeń. Na szczęście dla kibiców Barcelony ich ulubieńcy zagrali tego wieczoru wręcz perfekcyjnie, mimo że bramka „Les Olympiens” stworzyła atmosferę pod napięciem. Ernesto Valverde mógł poczuć strach, ale tylko przez chwilę.

Król Arthur i pełna dominacja

Gdy spojrzymy na genezę zwycięstwa Barcelony, odnotujemy, że niebagatelny wpływ na przebieg pojedynku miał Brazylijczyk. Od pierwszej do swojej ostatniej minuty na murawie były piłkarz Gremio kontrolował przestrzeń, dyktował tempo gry oraz zagrywał wiele prostopadłych piłek. A gdy ten zawodnik odpowiada za bycie mózgiem zespołu – Barcelona właściwie nie może zostać skrzywdzona, co widoczne było wczoraj. Arthur zanotował swój najlepszy występ w barwach „Blaugrany” pod względem celności podań (aż 99%!).

Barcelona funkcjonuje bez zarzutu wtedy, kiedy ośrodek nerwowy zespołu tworzą Rakitić, Busquets i oczywiście Arthur. Każda z tych postaci oferuje nieco inną paletę umiejętności, które w połączeniu tworzą jedno z najlepszych zestawień linii pomocy na świecie. A mecz z Lyonem doskonale tę zależność pokazał. Taki „pakiet” gwarantował spokój, waleczność, dokładność, mobilność i tempo rozegrania na bardzo wysokim pułapie. Niemała w tym rola Rakiticia, który swoją pracą na boisku oswabadzał kreatywniejszych kolegów.

Koncert Messiego i ofensywa na medal

Barcelona tak naprawdę nie miała wczoraj słabych punktów. Defensywa (na czele z Lengletem) stworzyła trudne do przejścia zasieki obronne, a formacja pomocników z dużym spokojem kontrolowała przebieg spotkania. Obraz perfekcji dopełniły sylwetki graczy atakujących, z których szczególnie jedna zasłużyła na ogromne brawa. Jest nią oczywiście Lionel Messi, który zapewne po obejrzeniu występu Ronaldo chciał zagrać swój koncert. I zagrał. Tutaj nic odkrywczego nie napiszę – kosmita zszedł na ziemię.

https://twitter.com/AfolakeWilliams/status/1105998356441108481

Messi strzelał, dryblował, rozgrywał, kreował i (co wyjątkowe) skutecznie pracował w defensywie. Stawiam tezę, że w tym jednym meczu z Lyonem zanotował tyle odbiorów, ile miał na koncie w dotychczasowym sezonie! Porównując zaangażowanie choćby do zeszłorocznej Ligi Mistrzów, można po grze Argentyńczyka zauważyć, że tendencja jest zdecydowanie zwyżkowa. Leo przed początkiem sezonu nie żartował. Na tym trofeum zależy mu bardziej niż zwykle, dlatego w meczach LM w ogóle się nie oszczędza.

Messi jest poza zasięgiem wszystkich. Wczoraj strzelił swoją bramkę numer 35 w kampanii 2018/2019 oraz wyszedł na prowadzenie w tabeli strzelców LM (8 trafień, 3 asysty). Świetne spotkanie rozegrał również Luis Suarez, który wrócił do optymalnej formy w ostatnich – obfitych w gole – tygodniach. Najgorsze wrażenie zrobił niestety Coutinho, wciąż nieumiejętnie próbując odnaleźć swoją tożsamość. Na jego nieszczęście Dembele po raz kolejny pokazał, że to jemu należy się miejsce w pierwszym składzie.

Kunszt taktyczny Valverde = awans

Podopieczni Ernesto Valverde zagrali dwumecz z Lyonem tak, jak hiszpański trener sobie tego życzył. Nie po raz pierwszy (i na pewno nie ostatni) Barcelona brylowała spokojem, cierpliwością i wyczekiwaniem na zadanie zabójczych ciosów. W ważniejszych meczach tego sezonu zauważalna jest prosta taktyka: wysoki pressing na rywalu przez większość spotkania, kontrola wydarzeń boiskowych nawet przy skromnym prowadzeniu, a później szukanie okazji do kontrataku przy zmęczonym przeciwniku. To działa rewelacyjnie.

Im bardziej krytyka stylu gry Barcelony przybiera na sile, tym bardziej szkoleniowiec „Dumy Katalonii” udowadnia swoją klasę. Drużyna nie prezentowała optymalnej formy w okresie styczeń-luty, dlatego obawy i złe duchy przeszłości bardzo licznie pojawiały się przed fazą pucharową Ligi Mistrzów. Okazało się, że niepotrzebnie, gdyż Valverde nauczył się rotować zespołem w odpowiedni sposób, czego owoce zobaczyliśmy wczoraj. „Barca” wyglądała świetnie pod względem fizycznym, co w marcu nie bywa dla niej oczywistością.

Królowi trzeba było oddać to, co królewskie, ale również Lyonowi należy się kilka ciepłych słów. Francuska drużyna potrafiła się odgryźć i przy wyniku 2:1 wcale nie można było powiedzieć, że kwestia awansu została rozstrzygnięta. Przez większość drugiej połowy ekipa przyjezdnych była przecież o krok od sprawienia sensacji! Sumując jednak, Lyon trafił na przeszkodę, której nie dało się przeskoczyć. Barcelona w tym sezonie potrafi być wyrachowana i brutalnie skuteczna, co jawi się jako idealna dewiza Ernesto Valverde.

Katalończycy wciąż są w Lidze Mistrzów niepokonani, a ten dwumecz raczej rozwiał wszelkie wątpliwości co do faktu, że zarówno trener, jak i piłkarze wyciągają wnioski po niepowodzeniach z przeszłości. „Barca” utrzymuje miejsce w ścisłym gronie faworytów i już spogląda w kierunku kolejnego rywala. Gra o tron weszła w decydującą fazę, a te najbardziej wymagające sprawdziany pojawią się dopiero niebawem.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski