Już tylko dwa dni dzielą nas od finału tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. W sobotę na monachijskim Allianz Arena zmierzą się tamtejszy Bayern i Chelsea Londyn. O wyrażenie opinii w sprawie możliwych scenariuszy przebiegu tego niezwykłego pojedynku zapytaliśmy byłego szkoleniowca Zagłębia Lubin, a w przeszłości zawodnika, który miał sposobność gry w Champions League w barwach łódzkiego Widzewa – Marka Bajora. Trener wyznał, że za faworytów spotkania uważa podopiecznych Juppa Heynckesa, podzielił się z nami także swoimi oryginalnymi poglądami na temat jego wymarzonej formy funkcjonowania Pucharu Mistrzów.
Na początek pytanie o przebieg aktualnej edycji rozgrywek Ligi Mistrzów. Co wzbudziło Pana szczególną uwagę? I którą z drużyn zaliczyłby Pan do największych niespodzianek, a której najbardziej należy się miano „rozczarowania”?
Jestem zaskoczony, że do finału nie dotarła żadna hiszpańska drużyna. Liczyłem na Real i Barcelonę, a przynajmniej na jeden z tych klubów. Ich nieobecność tam jest dla mnie sporą niespodzianką. Natomiast pozytywem z pewnością była postawa zespołu, który pozbawił szans na występ w Lidze Mistrzów Wisłę Kraków, czyli APOEL-u Nikozja. Nie sądziłem, że Cypryjczycy dojdą aż do ćwierćfinału rozgrywek. Bardzo przyjemnie oglądało się zmagania tego klubu.

Co do drużyn z nieco słabszych europejskich lig – oprócz APOEL-u i FC Basel żadna z nich nie pokazała w tegorocznej edycji niczego szczególnego. Nie da się ukryć, że ostatnia reforma dotycząca eliminacji do LM niewątpliwie ułatwiła życie mniejszym firmom. Czy uważa Pan, że można im pomóc jeszcze w jakiś inny sposób? Może planowane wprowadzenie tzw. finansowego fair play mogłoby na to wpłynąć, choć odrobinę wyrównując ich szanse?
Aż tak daleko bym nie sięgał. Sądzę, że kolejne zmiany w Lidze Mistrzów są zbędne. Tym rozgrywkom potrzebna jest stabilizacja. Dla mnie już sam fakt, że grają w niej wicemistrzowie krajowych rozgrywek i zespoły z kolejnych miejsc jest nadużyciem. Powinny w niej występować tylko i wyłącznie drużyny wygrywające poszczególne europejskie ligi.
Nawiązuje Pan trochę do czasów, w których sam Pan grał w Lidze Mistrzów…
Oczywiście. Wtedy mieliśmy do czynienia z prawdziwymi mistrzami! Rozumiem, że są w Europie naprawdę mocne ligi – angielska czy hiszpańska. Tam zespoły z trzecich, czwartych miejsc prezentują wysoki poziom. Dla mnie jednak rozgrywki te są za bardzo rozciągnięte, to mi się nie podoba. Nieraz, gdy prowadzę rozmowy w szerszym gronie, trenerskim lub po prostu wśród piłkarzy, to jasno mówi się o tym, że Liga Mistrzów jest zbyt rozbudowana. O wielu meczach się przez to nie pamięta, popadają one w zapomnienie.











