Przed zespołem Valencii znakomita szansa na powrót na właściwe tory. Trzecia ekipa zeszłego sezonu La Liga podejmie na własnym stadionie niepokonaną w tym sezonie drużynę Atletico Madryt. To znak, że przed nami 10. kolejka Primera Division.
Malaga – Rayo Vallecano
Przyjezdni z Estadio de Vallecas nawet w najsilniejszym składzie nie mieliby zbyt wielkich szans na sprawienie niespodzianki na La Rosaleda. Teraz, gdy Paco Jemezowi wypadło dwóch podstawowych zawodników, dokonanie tego jest absolutnie niemożliwe. Przeciwko Maladze nie będą mogli zagrać Jordi Amat, który w meczu z Barceloną otrzymał piątą żółtą kartkę w tym sezonie, a także Ruben Martinez, któremu zagrać przeciwko Andaluzyjczykom nie pozwala zapis w kontrakcie. Hiszpański bramkarz jest wypożyczony do Rayo właśnie z Malagi. W ekipie Manuela Pellegriniego w dalszym ciągu te same absencje, jednak do chilijskiego trenera docierają dobre informacje. Wiele wskazuje na to, że gotowy do gry będzie w końcu Jeremy Toulalan. Niepewni występu w dalszym ciągu pozostają za to Nacho Monreal czy Sergio Sanchez. Pellegrini na pewno nie będzie mógł skorzystać z usług Julia Baptisty i Fabrice’a Olingi. Malaga udowodnia jednak od samego początku sezonu, że potrafi świetnie sobie radzić z różnego rodzaju nieobecnościami. Tak samo powinno być i w tej kolejce, zwłaszcza że przeciwnik nie jest zbytnio wymagający. Rayo na ostatnie siedem spotkań w lidze przegrało aż pięć. Do tego dochodzi porażka z Las Palmas w starciu o Puchar Króla. Sytuacja nie jest za ciekawa i z całą pewnością można stwierdzić, że po sobotnim meczu będzie jeszcze gorsza…
Barcelona – Celta Vigo

W miniony weekend Katalończycy w końcu rozegrali mecz na poziomie, który powinni prezentować w każdym kolejnym spotkaniu La Liga. Ekipa Vilanovy pokonała aż 5:0 Rayo i kibice „Blaugrany” mogą żywić nadzieję, że na poziom Leo Messiego wzniesie się w końcu reszta zespołu. Brzmi to co najmniej dziwnie, zwłaszcza że „Barca” na 27 możliwych do zdobycia punktów zdobyła ich 25. Przed nami jednak już 10. seria gier i najwyższy czas, aby najlepsi zaczęli łapać najlepszą formę. Wiele wskazuje na to, że Katalończycy weszli już na ten poziom. Nie wróży to dobrze Celcie, która w obecnych rozgrywkach przegrała wszystkie swoje wyjazdowe spotkania. Jakby tego było mało, na Camp Nou nie będą mogli zagrać Natxo Insa i Gustavo Cabral (pierwszy jest kontuzjowany, drugi zawieszony). W Barcelonie liczba nieobecnych jest jeszcze dłuższa, jednak Tito Vilanova radzi sobie z tym problemem w zasadzie od początku sezonu i trzeba przyznać, że robi to w nie najgorszy sposób. Wiele do życzenia pozostawia rzecz jasna gra defensywna Katalończyków, ale dziwić to szczególnie nie powinno, skoro kontuzjowani są dwaj podstawowi środkowi obrońcy – Gerard Pique i Carles Puyol. Do tego dochodzą nieobecni Marc Muniesa i Eric Abidal. Powołania na to spotkanie nie otrzymają również Thiago Alcantara i Isaac Cuenca. Nie są to jednak absencje, które powodowałyby u Vilanovy ból głowy. „Barca” to jedyny faworyt sobotniego starcia.











