Tego meczu kibice z pewnością nie będą wspominać tygodniami. Widzieliśmy zaledwie jedną bramkę, którą zdobył dla Atletico Turan po dobrej asyście Koke.
Do meczu Atletico podchodziło z pozycji wicelidera ligi, tracąc do prowadzącej Barcelony sześć punktów. Nad trzecim zespołem w tabeli, Realem Madryt, miało dwa punkty przewagi. Granada niestety nie rozpoczęła sezonu koncertowo i po 11 meczach ma na koncie trzy zwycięstwa, dwa remisy i sześć porażek. Pozwoliło to zająć 14. miejsce w tabeli z szansą na chwilowy awans nawet na 9. lokatę.

Mecz nie rozpoczął się zbyt emocjonująco. Ataki powstrzymywane głównie w środkowej strefie nie zapowiadały szybkiej bramki. Realna szansa na otwarcie wyniku pojawiła się przed Raulem Garcią w 16. minucie. Ten niestety zmarnował dogodną sytuację. W 18. minucie kibice Granady wstrzymali oddech. Tono wymagał pomocy medycznej i musiał opuścić na moment boisko. Po dwóch minutach powrócił jednak na murawę.
Gra zrobiła się żywsza. Było sporo rzutów rożnych, szczególnie dla gości. Madrycka drużyna zanotowała ich aż siedem. Mimo to przewagę w akcjach bramkowych mieli piłkarze Granady. Posiadanie piłki również w tym momencie przemawiało na ich korzyść. To jednak nie statystyki decydują o zwycięstwie, ale zdobyte bramki. Niestety po 45 minutach nie było nam dane obejrzeć piłki w siatce.
W przerwie żaden z trenerów nie dokonał zmian w zespole. Jednak już po dwóch minutach zdecydował się na nią menedżer Atletico. Za słabo spisującego się Adriana na boisko wprowadził Diego Costę. Nie przyniosło to chyba oczekiwanych skutków, więc po dziesięciu minutach wykonał kolejny ruch.
Tym razem na placu gry znalazł się Koke za Raula Garcię. I był to strzał w dziesiątkę! Już w 2. minucie swojego pobytu Koke wykonał świetne podanie, po którym Arda Turan dał prowadzenie Atletico! Dosłownie chwilę później szansę na podwyższenie miał Falcao. Niestety, spudłował.
W 71. minucie w serca kibiców Granady wlała się nadzieja. Było to spowodowane drugim żółtym kartonikiem dla Mario Suareza. Atletico zostało osłabione, a miało przed sobą jeszcze 20 minut gry. I wtedy posypały się zmiany w obu zespołach. Najpierw w Granadzie za Gabriela Torję wszedł Orellana. Minutę później kolejna zmiana w drużynie gospodarzy. Brahimi ustąpił miejsca Ighalo. Diego Simeone również nie spał i wprowadził Tiago za Turana. To nie był koniec reform na boisku. Ostatnim ruchem trenera Anquela było wpuszczenie Ortiza za Irineya.
Wydaje się, że te roszady nie przyniosły dużej zmiany obrazu gry. Szansę na podwyższenie wyniku miał jeszcze dwa razy Falcao. W 81. i 90. minucie. Granada nie stworzyła nic groźnego i przegrała siódmy mecz w tym sezonie. A Atletico wciąż depcze po piętach Barcelonie, która nie może sobie pozwolić na błąd.










