Drużyna z Madrytu podejmowała u siebie Osasunę i wygrała 3:1. Bramki dla gospodarzy strzelili Miranda, Garcia oraz Falcao, a gola kontaktowego zdobył Lamah.
Atletico Madryt podchodziło do tego meczu z serią dwunastu spotkań bez porażki oraz z nadziejami na podtrzymanie dobrej passy. I rzeczywiście, pierwszą wartą uwagi okazję drużyna z Madrytu miała już w 3. minucie. Plany Diego Godina pokrzyżował jednak obrońca Osasuny. Trzy minuty później szansę miał Falcao. Strzał, mimo że celny, nie zmienił wyniku spotkania. Kolejna okazja była dopiero w 17. minucie. Doskonałą sytuację zmarnował jednak Cristian Rodriguez.
Gospodarze długo utrzymywali się przy piłce i atakowali groźnie. Obrona Osasuny ledwo to wytrzymywała i można było śmiało stwierdzić, że na gola się zbierało. I rzeczywiście. Po wielu próbach Atletico wyszło na zasłużone prowadzenie. Wszystko dzięki dośrodkowaniu z rzutu wolnego, które wykorzystał Miranda.
Długo na podwyższenie wyniku czekać nie musieliśmy. Cztery minuty po pierwszej bramce gola dla ekipy z Madrytu strzelił… wychowanek Osasuny. Konkretnie Raul Garcia po fatalnym błędzie obrońcy gości. Oczywiście strzelec nie celebrował swojego gola.
Osasuna chociaż podłamana próbowała atakować. I udało się zdobyć bramkę kontaktową na dwie minuty przed końcem pierwszej połowy. Lamah strzelił gola po pięknej asyście Enrique Sola. To był dobry prognostyk przed drugą częścią meczu.
W drugiej części obraz gry się nie zmienił. Być może zaczęło to trochę przeszkadzać trenerowi Atletico. Ściągnął Belozoglu i wstawił w jego miejsce Adriana. Chwilę później wykonał kolejną zmianę. Wpuścił na plac gry Turana, a zdjął strzelca drugiego gola.
Te ruchy miały uspokoić mecz i odciążyć Falcao, który wyraźnie nie miał swojego dnia. Ogólnie cała gra siadła. Po świetnej pierwszej połowie druga odsłona wyglądała jak mecz ligi polskiej. Mimo to udało się jednak zdobyć Atletico trzecią bramkę. A strzelcem był ten, który dzisiaj nie miał swojego dnia, czyli Radamel. Po świetnej wrzutce Juanfrana Kolumbijczyk dostawił nogę i piłka znalazła się w siatce.
Trener Osasuny wpuścił kilku graczy ofensywnych, którzy mieli powalczyć o ten magiczny i bardzo ważny dla drużyny ze strefy spadkowej punkt. Czas jednak upływał, a Atletico nie bez powodu znajduje się tak wysoko. Kontrolowało grę, a lista osób, które wierzyły w comeback zespołu z Pampeluny, ciągle malała.
„Rojiblancos” mimo kilku okazji nie podwyższyli już swojego prowadzenia. Gospodarze wciąż dzielą liczbę punktów z ekipą z Katalonii, a Osasuna w dalszym ciągu jest na samym dnie ligowej tabeli. Szkoda, bo to drużyna z potencjałem, ale niestety też z brakiem wiary w swoje możliwości.










