Jeżeli środowy wieczór ktoś chce spędzić z wielką piłką, to okazja do tego nie byle jaka. We francuskim Lyonie odbędzie się finał Ligi Europy, a głównymi aktorami tego widowiska będą zawodnicy Atletico Madryt oraz Olympique Marsylia. Można przypuszczać, że „Los Rojiblancos” są już myślami w przyszłorocznym finale Champions League, który rozegrany zostanie na Wanda Metropolitano, a zatem obiekcie, na którym swoje domowe spotkania rozgrywają podopieczni Diego Simeone.
Najpierw jednak walka o mniej prestiżowe europejskie trofeum.
Atletico. „Road to Lyon”
Od kilku sezonów już nie tylko biała część Madrytu cieszy się z występów swoich pupili w Lidze Mistrzów. Również podopieczni Diego Simeone zapewniają swoim fanom pełne emocji wtorkowe i środowe wieczory. Nie inaczej było w tym sezonie. Piłkarze Atletico zagrali w fazie grupowej najbardziej prestiżowych klubowych rozgrywek na świecie. Jednak AS Roma i Chelsea Londyn okazały się być, pod względem liczby punktów, lepsze od zespołu ze stolicy Hiszpanii, a kazachski Qarabag Agdam zdołał wywalczyć jedynie dwa punkty w bezpośrednich starciach z „Los Colchoneros”. W rezultacie siedem „oczek”, trzecie miejsce po sześciu spotkaniach i, na pocieszenie, faza pucharowa Ligi Europy.
Losowanie 1/16 finału doprowadziło do rywalizacji z zespołem FC Kopenhaga. Dwumecz zakończył się sromotną porażką duńskiej ekipy 1:5. Następnie Atletico trafiła się wyprawa do Rosji i spotkanie z moskiewskim Lokomotivem, którego zawodnikiem jest Maciej Rybus. O ile pierwsze starcie w Madrycie i wygrana 3:0 nie była zaskoczeniem, o tyle wyjazdowy pogrom 5:1 podopiecznych Simeone budził podziw nie tylko rosyjskich mediów. Ćwierćfinał to już znacznie krótsza podróż. Do Lizbony śmiało można pofatygować się autobusem bądź nawet sprawić sobie przyjemny, acz krótki urlop na promie. O wakacjach w europejskich pucharach nikt w Madrycie nie myślał, a „Los Rojiblancos” w dwumeczu odprawili z kwitkiem „Leoes” 2:1. Chociaż akurat w wyjazdowym starciu ulegli zespołowi z Portugalii 0:1.











