Kiedy wszyscy myśleli, że nic nie przebije Manchesteru City Pepa Guardioli i najlepszych czasów Liverpoolu Juergena Kloppa, znienacka pojawił się Arsenal Mikela Artety, który punktowo próbuje dorównywać tym epickim drużynom. Wielu myślało, że doszliśmy do ściany pod względem nieomylności i perfekcjonizmu. Sky’s the limit. Arsenal ma okazję pobić niesamowite rekordy i zdobyć pierwszy tytuł po erze Arsene’a Wengera.
Przed kilkoma laty mieliśmy do czynienia z wyścigiem szczurów, których niemożliwe było zatrzymać. Liverpool i Manchester City przez wiele lat kręcili się wokół bariery 100 punktów, ale to zespołowi z Etihad udało się jako pierwszemu w historii zakończyć sezon z setką punktów. Jakże znamienne jest to, że ówczesny asystentem Guardioli był Mikel Arteta, który po 15 spotkaniach ma lepszą średnią punktów od słynnych „The Invincibles”, którzy nie przegrali ani jednego spotkania w sezonie, i może poważnie zagrozić nie tylko Manchesterowi City w zdobyciu tytułu, lecz także rzucić rękawice jego rekordom.
Lepsi od słynnych „The Invicibles”
Arsenal ma rozegranych już 15 spotkań. Nie mamy jeszcze półmetku, ale ten wyczyn warto podkreślić. Oczywiście znajduje się na pozycji lidera i to z całkiem niezłą zaliczką, bo pięciopunktową. Tylko że w zasadzie niewiele więcej mógł zrobić w tych spotkaniach. Na 15 meczów tylko raz przegrał i raz zremisował. Jedyne zespoły, które urwały mu punkty, to Southampton i Manchester United.
Ma średnią punktową na poziomie 2,66. Jedyną drużyną, która wykręciła lepsze statystyki, był stupunktowy Manchester City. Niszczy pod tym względem legendarną drużynę z sezonu 2003/2004. Mówimy o nieprawdopodobnych rzeczach. O wyżyłowanych do maksa rekordach, z którymi mierzą się „The Gunners”. „Kanonierzy”, którzy po wielu latach odradzają się i wracają na sam szczyt w wielkim stylu.
Arsenal w końcu wraca na właściwe tory
Arsenal po odejściu Arsene’a Wengera błąka się gdzieś w okolicach miejsc 5.-8. To już piąty sezon na ławce trenerskiej bez legendy „Kanonierów”, której zresztą stanie pomnik pod Emirates Stadium. I zapowiada się, że dopiero po raz pierwszy „The Gunners” zakwalifikują się do Ligi Mistrzów. Troszeczkę kibice w czerwonej części północnego Londynu na najważniejsze europejskie rozgrywki już czekają, bo przecież ostatnie wspomnienie z Champions League to brutalny dwumecz 2:10 z Bayernem Monachium w marcu 2017 roku.











