Boxing Day na pewno nie zawiódł w tym roku. Mieliśmy wiele goli, czerwone kartki, zaskakujące wyniki i pokaz siły Arsenalu. Z pewnością wiele brakuje do tego słynnego dnia z 1963 roku, ale na pewno wiele emocji zostało nam dostarczonych.
Arsenal ciągle w formie
Na początku wypada oddać trochę miejsca królom wieczoru, ale na razie również liderom ligi. Chociaż Manchester City nadal pozostaje według wielu głównym kandydatem do tytułu mistrzowskiego, Arsenal cały czas nie zamierza składać broni i jeśli „Obywatele” przegrają swój mecz, „Kanonierzy” będą mieli nad nimi aż osiem punktów przewagi. Drużyna Guardioli spadłaby też z 2. miejsca na korzyść Newcastle, które jednak cały czas będzie miało spotkanie więcej. Zespół Artety po przerwie mundialowej wygląda cały czas tak samo, nawet pomimo braku Gabriela Jesusa.
Kontuzjowanego Brazylijczyka zastąpił w tym spotkaniu Eddie Nketiah, który nie pokazał do tej pory na boiskach ligowych niczego szczególnego. W spotkaniu z West Hamem trafił do siatki rywala i dał trenerowi sygnał, że może na niego liczyć.
Jednocześnie po zwycięstwie nad West Hamem Arsenal notuje 9. mecz z rzędu w lidze bez porażki oraz 10. z rzędu wygrany mecz ligowy na Emirates Stadium. Zespół Artety pokazuje, że wcale nie trzeba być najskuteczniejszym w obronie, aby odnosić sukcesy, ponieważ w tych 10 wygranych meczach „The Gunners” stracili 10 bramek i zachowali tylko jedno czyste konto. Strzelili przy tym 32 gole.
W starciu z „Młotami” Bukayo Saka powtórzył wyczyn Thierry’ego Henry’ego i stał się pierwszym graczem Arsenalu od czasu Francuza, który zdobył bramkę w trzech Boxing Day z rzędu. Legenda Arsenalu dokonywała tego w latach 2002, 2003 oraz 2004. Co interesujące w kontekście paki Mikela Artety. W tym sezonie Premier League jest tylko dwóch zawodników, którzy zdobyli minimum pięć goli i zaliczyli co najmniej pięć asyst – obaj są graczami Arsenalu. Oczywiście jednym z nich jest Bukayo Saka, drugi to Gabriel Jesus.
Niespodzianka dla kibiców „The Reds”
Nazwa Boxing Day oczywiście wzięła się od tradycji dawania prezentów w pudełkach. I wczoraj z pudełka kibice Liverpoolu wyjęli nie tylko zwycięstwo swojej drużyny, lecz także niespodziewanie, niedługo przed pójściem spać, Cody’ego Gakpo. Bardzo dużo mówiło się o tym, że Holender trafi do Manchesteru United, miało to być już latem, ale wtedy sprowadzono Antony’ego. Trzeba jednak kogoś sprowadzić w miejsce Ronaldo. Reprezentant „Oranje” trafi jednak do Liverpoolu, do czego pozostały tylko formalności.











