Arkadiusz Milik latem przeszedł do Juventusu z Olympique Marsylia. Pamiętać jednak trzeba, że jest to tylko wypożyczenie, Juventus więc Polaka na stałe nie musi sprowadzić. Wiele jednak wskazuje na to, że turyńczycy skorzystają z możliwości wykupu i Milik zostanie w Turynie. Zapracował sobie na to, choć jest też wiele okoliczności sprzyjających.
Niejednoznaczny sezon
Arkadiusz Milik rozgrywki 2022/2023 rozpoczął naprawdę dobrze. W Serie A na pierwsze trafienie potrzebował kilkunastu minut i już po dwóch występach wskoczył do pierwszej jedenastki. Potem oczywiście zdobył bramkę z Salernitaną i celebrował ją zdjęciem koszulki, za co otrzymał drugą żółtą kartkę, a bramka została ostatecznie nieuznana. Ogólnie, do momentu kontuzji, jego grę w samej lidze trzeba ocenić dobrze – w 16 występach zdobył sześć goli i zaliczył asystę. Sumując wszystkie rozgrywki, w 35 występach uzbierał dziewięć bramek, do których dołożył asystę.
Arkadiusz Milik nie jest jednak napastnikiem, którego należy rozliczać tylko ze strzelonych goli, choć mogło by się wydawać, że tak jest. Kiedyś liczyliśmy, że Milik będzie napastnikiem, który będzie w reprezentacji uzupełniał Lewandowskiego, że będzie bardziej mobilną „dziewiątką”. Tak się nie stało, ale Milik jest wciąż zawodnikiem, który nie ogranicza się tylko do strzelania bramek. Uczestniczy w grze drużyny, koledzy wiedzą, że jeśli zagrają mu piłkę to ten ją utrzyma. Polak jest skuteczny w grze „na ścianę” i utrzymuje średnią podań na mecz większą od dużej części napastników grających Europie.
Oczywiście nie ma co porównywać go w tej kwestii do napastników o profilu zbliżonym do np. Karima Benzemy, ponieważ wtedy statystyki są druzgocące. Jednak zestawiając Milika, chociażby z Robertem Lewandowskim, zobaczymy, że to młodszy z Polaków ma zarówno więcej podań średnio na 90 minut, jak i utrzymuje je na wyższym poziomie skuteczności, choć różnica nie jest duża. Porównując w ten sam sposób, Milik ma lepszą skuteczność podań, przy częstszych próbach od chociażby Darwina Nuneza, Victora Osimhena czy Erlinga Haalanda. A to już może o czymś świadczyć. Warto też zauważyć, że z wcześniej wymienionych snajperów, podania do przodu częściej zaliczają Haaland i Lewandowski.
W obecnym sezonie Arkadiusza Milika ważną rolę odegrała również rzecz, która Polaka nie omijała nigdy – kontuzja. Na początku lutego polski napastnik nabawił się urazu uda, przez co na boisko powrócił dopiero 1. kwietnia. Od tamtego momentu w siedmiu meczach strzelił tylko jedną bramkę na boiskach Serie A. Chociaż trzeba też przyznać, że trafił na nie najlepszy moment całej drużyny, bowiem Juventus po jego powrocie potrafił przegrać trzy mecze z rzędu. Jak jednak się zauważa, Milik nie gra na tak równym poziomie co jesienią.











