Benfica Lizbona pokonała w spotkaniu 5. kolejki grupy G Ligi Mistrzów Celtic Glasgow 2:1. Wynik ten oznacza, iż podopieczni Jorge Jesusa przed ostatnią kolejką zrównali się punktami z dzisiejszym rywalem.
W obliczu sytuacji w tabeli grupy G dzisiejsze spotkanie na Estadio da Luz miało zadecydować o awansie piłkarzy Celticu Glasgow lub przedłużeniu nadziei Benfiki. W czterech kolejkach Portugalczycy zdołali zgromadzić na swoim koncie cztery punkty, podczas gdy ich dzisiejsi rywale mieli ich o trzy więcej.

Od początku do ataków rzucili się gospodarze, dla których strata choćby punktu w dzisiejszym spotkaniu oznaczałaby prawdopodobnie koniec marzeń o dalszej grze w Lidze Mistrzów. Cel osiągnęli bardzo szybko, już w 7. minucie rajdem prawym skrzydłem popisał się bowiem Eduardo Salvio, a w polu karnym do piłki dopadł Cardozo, który wyłożył ją jak na tacy Johnowi. Urodzony w Liberii skrzydłowy płaskim uderzeniem skierował piłkę do siatki, dając w ten sposób prowadzenie gospodarzom.
Po zabójczym początku w wykonaniu podopiecznych Jorge Jesusa z czasem mecz stawał się coraz bardziej wyrównany. Na kolejną groźną sytuację poczekać musieliśmy aż do 30. minuty, kiedy to Oscar Cardozo nie wykorzystał dokładnego podania od Salvio i zmarnował wyśmienitą okazję do podwyższenia rezultatu. Pudło paragwajskiego napastnika zemściło się na popularnych „As Aguias” bardzo szybko, bo już dwie minuty później goście doprowadzili do wyrównania. Prowadzeni przez Neilla Lennona zawodnicy wykorzystali swój największy atut – stały fragment gry – i podobnie jak w starciu z Barceloną zdobyli bramkę po rzucie rożnym. Tym razem główkował jednak Giorgios Samaras, który strzelił w ten sposób swojego trzeciego gola w obecnym sezonie Champions League.
Na krótko przed przerwą okazję do zdobycia bramki zmarnował jeszcze Ola John i pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:1. Rezultat nie odzwierciedlał jednak przebiegu pierwszych 45 minut, podczas których więcej sytuacji stworzyła sobie Benfica. Jeden punkt nie dawał prowadzonej przez Jesusa drużynie większych szans na awans, więc gospodarze byli niejako postawieni pod ścianą.
Już osiem minut po wznowieniu gry Benfica powinna ponownie wyjść na prowadzenie, jednak strzał Limy na linii bramkowej zablokował Adam Matthews. Każda upływająca sekunda działała na korzyść gości – aż do 71. minuty. Wtedy po dośrodkowaniu Nemanji Maticia z rzutu wolnego piłkę głową zgrał Luisao, a mocnym uderzeniem z powietrza bramkarza pokonał Ezequiel Garay, wprawiając w ten sposób w ekstazę zgromadzonych na Estadio da Luz fanów.
Do końca meczu wynik nie uległ już zmianie, a zdobyte dzisiejszego wieczoru trzy punkty dały Benfice przed ostatnią kolejką fazy grupowej awans na drugie miejsce w tabeli. Podopiecznych Jorge Jesusa czeka jednak na drodze do osiągnięcia upragnionego celu jeszcze jedna bardzo trudna przeprawa. Za dwa tygodnie na Camp Nou przyjdzie im walczyć o byt w Lidze Mistrzów z wielką Barceloną.










