Angielska herbata: trzynasty Terminator


James Milner w panteonie legend Premier League

11 grudnia 2018 Angielska herbata: trzynasty Terminator

Absolutna czołówka angielskiej ligi. Każdy z nich zgromadził przynajmniej pół tysiąca występów w rozgrywkach Premier League. W zeszłą sobotę do zacnego grona jako trzynasty zawodnik w historii dołączył James Milner. Piłkarz niedoceniany i operujący zazwyczaj na drugim planie. Bez statusu gwiazdy, a jednak już zapisany na kartach historii angielskiego futbolu.


Udostępnij na Udostępnij na

Angielska Premier League to dla zawodników bardzo trudne rozgrywki. Poziom sportowy cały czas się podnosi. Intensywność kalendarza spotkań jest wręcz nieludzka. Kiedy piłkarz z polskiej ekstraklasy (i wielu innych lig też) przegląda katalogi w poszukiwaniu miejsca na spędzenie Sylwestra, w Anglii grają co dwa lub trzy dni. Poza maratonem zimowym też nie jest o wiele łatwiej. Do rozgrywek krajowych dochodzą przecież jeszcze mecze w ramach europejskich pucharów. Niesamowite obciążenia sprawiają, że wiele organizmów nie daje rady. Kontuzje, problemy z regeneracją i niezaleczone mikrourazy.

Dodatkowo nikt w tej lidze nikogo nie oszczędza i jeżeli zajdzie taka potrzeba, to rywal sprowadzi do parteru. Sfauluje, być może nawet brutalnie, by tylko jego zespół odniósł korzyść. Tego właśnie obawiał się między innymi Cristiano Ronaldo, po latach wyjawiając jeden z powodów odejścia z Manchesteru United.

Dlatego obcokrajowcy kuszeni ofertami Realu Madryt czy Barcelony najczęściej uciekają z Premier League. W Hiszpanii liga nie jest tak intensywna, a rywale nie grają tak agresywnie. Czynnik finansowy też oczywiście ma olbrzymie znaczenie. Na wszystkie wymienione argumenty nie zważają jednak rodzimi gracze. Wychowani w ogniu Premier League nierzadko cierpią z powodu wspomnianej intensywności, ale na Wyspach zostają. Nawet jeśli ktoś zaoferuje im możliwość wygrzewania się w iberyjskim słońcu, to z angielskiej ligi nie odejdą. Dla wielu z nich świat futbolu zaczyna i kończy się na Premier League. Grając w angielskiej ekstraklasie przez ponad dekadę, kreują jej wizerunek. Nierzadko mimo zerwanych wiązadeł w kolanie lub gorszych kontuzji wracają po więcej. Są niczym Terminatorzy. Dzięki temu wstąpili do panteonu legend Premier League. W zeszłą sobotę dołączył do nich James Milner.

Trzynasty wspaniały

Debiutując w angielskiej ekstraklasie, Anglik nie mógł przypuszczać, że szesnaście lat później będzie miał na koncie pół tysiąca rozegranych spotkań w Premier League. Tym samym jako trzynasty zawodnik w historii dołączył do ścisłego grona legend. Graczy, którzy zdecydowaną większość swojej kariery spędzili na angielskich boiskach. Wśród nich są piłkarze absolutnie z najwyższej półki jak Steven Gerrard, Frank Lampard czy Rio Ferdinand. Zawodnicy o fantastycznych umiejętnościach, którymi przez lata zachwycali kibiców i dzięki którym zdobywali hurtowo trofea. W trzynastoosobowym gronie są także gracze o mniejszych możliwościach, wykuwający swój sukces w ogniu ciężkiej pracy. Jednym z takich przypadków jest właśnie James Milner.

Anglik nie dysponuje atomowym uderzeniem z dystansu (patrz Steven Gerrard) czy niesamowitym przeglądem pola (Gareth Barry). Jest jednak graczem niesamowicie uniwersalnym. W trakcie swojej dotychczasowej kariery występował już praktycznie na wszystkich pozycjach z wyjątkiem środka defensywy. Roli bramkarza też jeszcze nie pełnił, ale wszystko przed Jamesem Milnerem. Ponadto do uniwersalności zawodnik dokłada swój największy atut. Niesamowitą wytrzymałość. Biega, szarpie, biega i jeszcze więcej biega. Biega mądrze i biega bardzo dużo. To przede wszystkim dzięki wytrzymałości na olbrzymie wymagania Premier League (wspomniana wcześniej intensywność) Anglik zdołał zebrać pół tysiąca występów w rozgrywkach.

Tylko że ta wytrzymałość nie spadła na Anglika z nieba. James Milner to wzór profesjonalisty. Mimo 32 lat do klubowego ośrodka treningowego przyjeżdża dwie godziny przed zajęciami. Zostaje także po treningach, by dopracowywać niektóre elementy swojej gry. Wzór profesjonalisty. Szczególnie w obecnych czasach, gdy niektórzy gracze po treningu szybko wracają do domu, bo trzeba pograć na konsoli. Widać tu niesamowitą różnicę w postrzeganiu futbolu. Dla Anglika piłka nożna to nie tylko praca – to pasja, misja, hobby. Dla młodszych piłkarzy to głównie sposób zarabiania gigantycznych pieniędzy. Ot, różnica pokoleniowa.

Kariera z happy endem?

Jeszcze w obecnym sezonie James Milner ma szansę zająć (teoretycznie) nawet szóste miejsce w klasyfikacji największej liczby występów w Premier League. Nawet jeśli nie w bieżącej kampanii, to i tak pewnie to nastąpi. Pytanie w barwach jakiego klubu. Kontrakt Anglika z Liverpoolem wygasa z końcem czerwca przyszłego roku. Dużo zależy od decyzji zawodnika. Nieoficjalnie wiadomo, iż James Milner chętnie powróciłby do Leeds United, w którym zaczynał piłkarską karierę. Tyle że „Pawie” najpierw muszą wywalczyć awans do Premier League. Do tego jeszcze daleka droga. Dlatego obecnie zawodnik skupia się na walce z Liverpoolem o mistrzostwo Anglii. Zdobycie tytułu dla klubu z Anfield Road i powrót w chwale do Leeds United byłyby zwieńczeniem kapitalnej kariery Jamesa Milnera. Takim happy endem i manifestacją, że romantyzm w futbolu jest nadal żywy.

Mniej istotne, ale też ciekawe:

  • Dziadek Mróz nie miał litości dla Manchesteru City. Zespół Pepa Guardioli na Stamford Bridge poniósł pierwszą ligową porażkę i stracił pozycję lidera. Zimowy maraton poturbował prawie całą czołówkę ligi. Na razie ostał się Liverpool, który przewodzi obecnie wyścigowi po tytuł. Do końca grudnia jeszcze jednak wiele spotkań. Dużo się może wydarzyć, choć mecz zaplanowany na 3 stycznia z kolejki na kolejkę wydaje się coraz istotniejszy. Wtedy Manchester City podejmie Liverpool, a w ligowej tabeli sporo może się wyjaśnić.
Thesheet.ng
  • Coraz ciekawiej wygląda rywalizacja o szóstą lokatę w tabeli. Batalię stoczy między sobą prawdopodobnie aż pięć zespołów. W obliczu nierównej gry Manchesteru United nikt nie jest bez szans. Podobna możliwość przełamania dominacji czołowej szóstki może się długo nie powtórzyć. Chyba że „Czerwone Diabły” w końcu zaczną grać na miarę oczekiwań. Jednak na razie niewiele na to wskazuje.
Komentarze
MolnarFans (gość) - 3 lata temu

Gdzie jest komentarz Molnara?????? Molnar! Komentuj! NOWY Tekst :)

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze