Angielska ekstraklasa jest pełna gwiazd światowego futbolu. Co tydzień niesamowitymi zagraniami kibiców zabawiają David Silva, Christian Eriksen czy Eden Hazard. Media rozpływają się nad umiejętnościami czołowych graczy ligi, wynosząc gwiazdy Premier League na absolutny piedestał. W tym szaleństwie wszyscy zapominają o zawodnikach drugiego planu. Bohaterach stojących nieco z boku, bez których angielska ekstraklasa utraciłaby jednak swoją tożsamość. Jednym z nich jest Callum Wilson.
Przez lata o sile angielskiej ekstraklasy stanowili rodzimi gracze oraz zawodnicy pochodzący głównie z Walii, Szkocji oraz Irlandii. Transferowa rewolucja i napływ obcokrajowców zmienił Premier League nie do poznania. Gracze walczący do ostatniej kropli krwi jak Joey Barton czy Lee Bowyer zostali wyparci przez piłkarzy o nietuzinkowych umiejętnościach technicznych. Diametralna zmiana wizji budowania zespołów była oczywiście związana z ewolucją światowego futbolu. Starobrytyjski styl gry oparty na dośrodkowaniach i wybijaniu piłki w kierunku napastników odchodził do lamusa. Autobusy pełne graczy rodem z Francji, Hiszpanii czy Ameryki Południowej coraz częściej kierowały się w stronę siedzib klubów Premier League. Olbrzymie korzyści z nowych trendów odniosła cała liga. Gracze pokroju Thierry’ego Henry’ego, Xabiego Alonso czy Cristiano Ronaldo wynieśli rozgrywki na zupełnie nowy poziom. Poziom, za którego transmitowanie stacje telewizyjne musiały płacić krocie i płaciły chętnie.
Kolejne rekordowe kontrakty sprawiły, że kluby z Premier League pod względem finansowym odjechały na kilka długości konkurentom z kontynentu. Dzięki temu nawet zespół z dołu tabeli stać obecnie na gracza z bardzo wysokiej, jeżeli nie najwyższej półki. Atrakcyjność angielskiej ekstraklasy jest niepodważalna. Wszystko jednak ma swoją cenę.
Czym ty jesteś?
Tożsamość Premier League zaczęła zanikać. Zamiast walki bark w bark czy widoków ran zawodników zszywanych przez medyków co tydzień kibice oglądają próby symulacji. Przykładowo Luis Suarez oprócz magicznych zagrań i cudownych goli dokładał od siebie nadmierne reakcje po faulach rywali. Krzyki, turlanie po murawie i grymasy twarzy były nieodzownym elementem gry Urugwajczyka. Zachowanie zawodnika irytowała nie tylko rywali. Zażenowani byli nawet kibice Liverpoolu, w którego barwach występował kilka lat temu Luis Suarez. Podobnie do Urugwajczyka zachowuje się co tydzień niemałe grono zawodników angielskiej ekstraklasy. Patologii było i jest zresztą więcej.
Jednak światełko tożsamości, choć liche, to nadal się tli. Co prawda w zdecydowanej mniejszości, ale nadal w Premier League są gracze wykuci według angielskiej receptury. Wkładają głowę tam, gdzie gracze z Półwyspu Iberyjskiego czy Ameryki Południowej nie wsadziliby nogi. Emanujący zaangażowaniem i tworzący ostatni bastion obrony upadającej tożsamości angielskiej ligi. Bohaterzy drugiego planu, którzy o wiele rzadziej są dostrzegani przez media. Jednym z nich jest zawodnik AFC Bournemouth Callum Wilson.












